Geoturystyka

Wyprawy - Dookoła świata

Czwarta pielgrzymka niecierpliwych

÷Polska, Szlakiem Orlich Gniazd

Pielgrzymka Niecierpliwych to - wbrew nazwie - wyprawa nie tylko dla tych, którym brak cierpliwości, lecz przede wszystkim dla tych, którym - prozaicznie - nie starcza urlopu na realizację wszystkich marzeń. Bo uczestnicząc w niej można podczas jednego weekendu przejść i zasadniczą część Szlaku Orlich Gniazd i całą trasę "klasycznej" pielgrzymki z Krakowa na Jasną Górę.

01Spotykamy się w sobotę 3. lipca o godz. 4.00 rano na pętli Krowodrza Górka, to tu zaczyna się Szlak Orlich Gniazd, drogowskaz informuje, że od Częstochowy dzieli nas 165 km. Przed nami jednak dystans o 30 km mniejszy, będziemy bowiem skracać drogę wszędzie tam, gdzie czerwone znaki "meandrują", niepotrzebnie (z naszej perspektywy) wydłużając szlak. Nie posuniemy się jednak do tego, aby iść rzeczywiście najkrótszą drogą, czyli mierzącą 118 km główną szosą łączącą Kraków z Częstochową.
Ruszamy, jest nas 14 osób: Michał i ja (po raz czwarty na Pielgrzymce Niecierpliwych), Witek (trzeci raz na tym szlaku), Jacek i dwóch Jurków (drugi raz), Wiesiek z Dorotą (przed rokiem przeszli jedną trzecią trasy) oraz "nowicjusze" - Danuta, Grażyna, Jasiek, Kamil, Mateusz i Rafał. Poza Jaśkiem cała piątka oglądała przed rokiem start Trzeciej PN, relacjonowany przez lokalną telewizję i postanowiła spróbować swoich sił w tym roku.
Podobnie jak poprzednio, decyzja o starcie lub przesunięciu terminu uzależniona została od prognoz pogody. Tak długi dystans jest bowiem wystarczająco trudny sam w sobie, więc nie ma powodu aby dodatkowo mnożyć uciążliwości wędrówką w strugach wody. Tym razem jednak prognozy są aż nazbyt dobre: upał, prawie bezchmurne niebo, ledwie dostrzegalny wiatr i ani kropli deszczu. Może być ciężko...
02Mija godzina marszu zanim udaje nam się przekroczyć granicę administracyjną miasta i na dobre opuścić Kraków. Robię pierwsze zdjęcie. Postanowiłem bowiem, że dokładnie co godzinę będę fotografował to, co akurat zobaczę przed sobą. Powstały w ten sposób fotoreportaż nie będzie więc stanowił dokumentacji miejsc szczególnie interesujących, lecz stworzy specyficzny zapis drogi, której "kamieniami milowymi" będą kolejne fotografie.
Po dwóch godzinach jesteśmy w Giebułtowie. Zatrzymujemy się na pierwszy odpoczynek - przy szlaku, tuż za centrum miejscowości jest nowy plac zabaw, a obok wygodne stoły i ławy - idealne miejsce na przerwę w marszu - polecam!
Czerwone znaki sprowadzają nas do Doliny Prądnika, jest zielono chłodno i przyjemnie - promienie słońca nie sięgają jeszcze tak głęboko. Tuż przed Bramą Krakowską, nad samym Źródłem Miłości zatrzymujemy się ponownie. Według jednej z legend, kto napije się tu wody, ten - wbrew nazwie - nie wpadnie w sidła Amora, lecz w magiczny sposób zostanie zmuszony do mówienia prawdy wszystkim dookoła. Cóż, nie mam nikomu z obecnych nic do zarzucenia, ale na wszelki wypadek sięgam po "Nałęczowiankę"...
03O godz. 8.00 mijamy Ojców - nowy mostek obok budynku Muzeum Ojcowskiego Parku Narodowego oraz słynną Kapliczkę Na Wodzie postawioną tak gdy władze rosyjskiego zaborcy wydały zakaz budowania obiektów sakralnych na ziemiach Ojcowa. Jest jeszcze dość wcześnie, więc całą Dolinę Prądnika mamy dla siebie, ale już wkrótce będzie kłębił się tu tłum - jak zawsze w słoneczny, wakacyjny weekend. Idziemy dalej, po raz pierwszy ignorując czerwone znaki, które dwukrotnie wspinają się po stokach - raz do Grodziska, a chwilę później na Słoneczną Górę - by wkrótce wrócić z powrotem na dół. My jednak konsekwentnie - mając w perspektywie tak długi dystans - wybieramy najkrótszą drogę.
05O godz. 9.30 jesteśmy pod zamkiem w Pieskowej Skale. Długo czekamy na Danusię i Kamila. Przychodzą mocno wyczerpani i rezygnują z dalszej drogi. Pokonali 25 km, a więc dystans solidnej, całodziennej wycieczki, lecz tym razem to dopiero prolog...
W dwanaście osób ruszamy zatem dalej, by stawić czoła Sułoszowej - jednej z najdłuższych wsi w Polsce. To bardzo nużący etap - ponad 7 km po chodnikach i rozgrzanym asfalcie. Znaki wprawdzie skręcają tu na chwilę w pola, lecz i tutaj nie zamierzamy dodawać sobie zbędnych kilometrów, tym bardziej, że szlak prowadzi przez otwarty teren, gdzie próżno szukać cienia.
Na końcu wsi, tam gdzie czerwone znaki pojawiają się ponownie czekamy na najwolniejszych, by razem zejść wreszcie z asfaltu. Nie długo jednak cieszymy się miękkim podłożem polnej ścieżki, gdyż Szlak Orlich Gniazd prowadzi na tym odcinku przez Olkusz, wiodąc "niepotrzebnie" dużym łukiem w miejsce, do którego znacznie szybciej można dojść przez Troks i Podlesie. Skręcamy zatem w prawo, lecz niestety miły, piaszczysty trakt, którym wędrowaliśmy tędy podczas Pierwszej PN został wyasfaltowany, więc znowu czeka nas kilka kilometrów twardej nawierzchni.
06W Troksie uzupełniamy zapasy wody, bo na następny sklep spożywczy możemy liczyć dopiero w Podzamczu, czyli wieczorem. Skład naszej ekipy topnieje ponownie: Wiesiek i Dorota zostają niespodziewanie wezwani do pracy, a Jaśkowi odzywa się stary uraz ścięgna Achillesa. Prędzej spodziewałbym się, że zrezygnujemy wszyscy po kolei, niż on, który przed dwoma tygodniami, jak gdyby nigdy nic przeszedł się ze Świnoujścia na Hel, lecz cóż - siła wyższa - na kontuzje nie ma mocnych.
Ruszamy dalej w dziewięć osób, ale Grażyna, Jurek i Mateusz są już trzy kwadranse za nami. Bocznymi asfaltowymi drogami dochodzimy do głównej szosy łączącej Olkusz z Wolbromiem. Przecinamy ją by wrócić na Szlak Orlich Gniazd, który nareszcie prowadzi przez las. Cóż to za ulga dla naszych obolałych stóp i głów znużonych upałem! Przy stacji kolejowej w Jaroszowcu Olkuskim zatrzymujemy się na dłużej, szukając cienia na trawniku przy budynku dworca. Za nami jedna trzecia drogi.
W Jaroszowcu ponownie opuszczamy czerwone znaki: idziemy do Golczowic aby tam wejść na żółte, które zaprowadzą nas aż do Ryczowa. To jeden z najładniejszych etapów drogi, wędrujemy przez śródpolne zarośla i odurzająco pachnące łąki, zauroczeni bezkresną panoramą Jury Krakowsko - Częstochowskiej. Świeci popołudniowe słońce, po błękitnym niebie płyną pojedyncze obłoki, wieje lekki, orzeźwiający wiatr. Sielanka absolutna!
09W Ryczowie wracamy na asfalt, którym maszerujemy do Podzamcza. Za nami 67 km - równo połowa drogi - zasłużyliśmy na solidną przerwę i konkretny posiłek. Zatrzymujemy się na ponad godzinę w sympatycznej knajpce, dobrze nam już znanej z poprzednich wędrówek. Z dalszej wędrówki rezygnuje tu Rafał, a Michał waha się długo, bo pięty ma otarte do krwi. W końcu decyduje się jednak tylko zmienić buty - wkłada sandały, których paski nie dotykają bolących miejsc i jest gotowy do drogi. Chwilę przed startem dogania nas Jurek, który dotrzymywał towarzystwa Grażynie i Mateuszowi, aż do momentu, gdy postanowili się wycofać. Ruszamy zatem w dalszą drogę już tylko w sześciu. Jest wpół do dziewiątej, powoli zapada zmierzch, idziemy od osiemnastu godzin, w Krakowie gdy startowaliśmy ten dzień dopiero wstawał powoli... To był bardzo długi dzień. A przed nami znacznie krótsza, lipcowa noc.
Znowu wędrujemy Szlakiem Orlich Gniazd, za Żerkowicami mijamy schowany w mroku Okiennik Wielki i zanurzamy się w las, by tuż przed północą zobaczyć światła ośrodka wypoczynkowego w Morsku. Pomimo późnej pory tętni tu życie, gra muzyka, płoną ogniska, pachnie smażona kiełbasa, hmmm... Chyba już całkiem odszedł w niepamięć ten ciepły posiłek z Podzamcza...
10Mam słabość do Morska, bo przed rokiem, o podobnej nocnej porze, obsługa ośrodka pomogła nam odzyskać telefon komórkowy, zostawiony kilka kilometrów wcześniej, przez jednego z uczestników Trzeciej PN. Wrócili tam samochodem z naszym roztargnionym kompanem, dając pozostałym dodatkowe pół godziny niezaplanowanego odpoczynku.
Tym razem wyruszamy jednak bez zbędnej zwłoki, zmieniając kolor szlaku na niebieski. Mijamy uśpione szkółki wspinaczkowe w Podlesicach, by kawałek dalej ponownie zmienić szlak na żółty. Ten jest dość słabo oznakowany, a liczne wiatrołomy nie ułatwiają marszu. Cóż, dzięki nim przynajmniej nie zaśniemy po drodze... Senności skutecznie zapobiegają też zaskakująco niskie temperatury na wszystkich przestrzeniach otwartych. W lesie jest przyjemnie ciepło, lecz na polanach dech w piersiach zapiera "lodowate" powietrze. Trudno używać "czołówek", bo kłęby wydychanej pary tworzą lśniącą białą kurtynę - zupełnie jak w zimie. Aż trudno uwierzyć, że zaledwie przed kilkoma godzinami upał dosłownie zwalał nas z nóg.
11O drugiej w nocy wchodzimy do Zdowa, gdzie ponownie "łapiemy" czerwony szlak. Nie na długo jednak, bo bliżej nam teraz będzie szosą przez Ogorzelnik, niż za znakami. A pod Bankiem Spółdzielczym w Niegowej tradycyjnie zatrzymujemy się na "nocleg" - czyli ucinamy sobie piętnastominutową drzemkę. Aż dziw, że "śpimy" tu już po raz czwarty, a jeszcze nigdy nikogo nie zaniepokoiło nasze dość nietypowe zachowanie. Z pewnością wszak nie wyglądamy jak klienci banku, oczekujący na wypłatę...
Świta gdy ruszamy w dalszą drogę; już tylko w pięciu bo wycofuje się drugi z Jurków. Czerwonym szlakiem przez Trzebniów wędrujemy do Ostrężnika. Tu spotykamy pierwszego i jedynego na naszej trasie turystę "długodystansowca" z plecakiem. Pyta czy pięć dni wystarczy aby dojść do Krakowa, zapewniamy go, że wystarczy w zupełności, nie przyznając się, iż sami wyruszyliśmy stamtąd wczoraj rano. Po co deprymować brata?
A jest nas już niestety tylko czterech, w Siedlu zostaje Michał, który nawet w sandałach nie może iść dalej. Ponownie opuszczamy Szlak Orlich Gniazd, by najkrótszą drogą - czyli znowu po asfalcie - dojść przez Krasawę do Zrębic. Tam ponownie trafiamy na czerwone znaki, lecz drogowskaz informuje, że etap do Olsztyna szlakiem pieszym ma 6 km długości, a rowerowy o dwa mniej. Wybór jest oczywisty...
14W Olsztynie przerwa na kawę, herbatę i... głosowanie. Dziś 4. lipca - druga tura wyborów prezydenckich. O godz. 11.00 znowu jesteśmy w drodze, mijamy Kusięta i Góry Towarne Duże, w oddali widać już Cementownię Częstochowa...
      Po raz ostatni schodzimy ze Szlaku Orlich Gniazd w Rezerwacie Zielona Góra, by idąc ścieżką rowerową ominąć wzniesienie, którego na "normalnej" wycieczce chyba nawet nie zauważylibyśmy...
      Finałowy etap naszej drogi prowadzi przez świetlisty, rozgrzany las brzozowy, urzekająco pachnący poziomkami. Jest pięknie, a wizja bliskości celu dodaje nam skrzydeł. Punktualnie o godz. 14.00 mijamy granicę administracyjną Częstochowy.
16Prawdziwe pielgrzymki idą aż na samą Jasną Górę, my jednak nie zamierzamy maszerować przez duszne miasto, po chodnikach, których żar przenika nawet grube podeszwy naszych butów. Nie wystartowaliśmy spod Wawelu, nie musimy więc dojść pod sam cudowny obraz. Wystarczy, że przeszliśmy się z Krakowa do Częstochowy. Bez wahania zatem wsiadamy w miejski autobus, który wysadza nas pod samym klasztorem.
Trwa Akcja Stop Powodziom, wolontariusze Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy rozdają dzisiaj niebieskie serduszka. Nabywamy po jednym i tak "udekorowani" wspinamy się na Jasną Górę.
Za nami 135 kilometrów, 34 godziny w drodze, w przyjemnym chłodzie kaplicy trudno skupić się, pozbierać myśli, pomodlić. Senność, która nas dopada jest zniewalająca, warto jednak było tu przyjść.
Do Krakowa wracamy autobusem, nie pamiętam nic z tej podróży, przespałem całą...

Czas akcji: 3.07.2010 - 4.07.2010

Miejsce akcji: Kraków (3.07.2010, godz. 4.00) - Giebułtów (godz. 5.50) - Źródło Miłości (godz. 7.40) - Pieskowa Skała (godz. 9.35) - Sułoszowa III (godz. 11.45) Troks (godz. 13.15)- Jaroszowiec Olkuski (godz. 15.10) - Ryczów (godz. 17.45) - Podzamcze (godz. 20.25) - Żerkowice (godz. 22.20) - Morsko (4.07.2010, godz. 0.10) - Zdów (godz. 2.30) - Niegowa (godz. 4.20) - Ostrężnik (godz. 6.40) - Krasawa (godz. 8.45) - Olsztyn (godz. 11.20) - Częstochowa (4.07.2010, godz. 14.00, granica miasta)

Długość trasy: około 135 km
Z Krakowa wyszło: 14 osób
Do Częstochowy doszły: 4 osoby

Całą trasę przeszli: Witold Bator, Jerzy Chanyszkiewicz, Jacek Hyży i Kuba Terakowski.

26

AGH
Akademia Górniczo-Hutnicza
im. Stanisława Staszica
Wydział Geologii, Geofizyki
i Ochrony Środowiska
Katedra Geologii Ogólnej i Geoturystyki
al. Mickiewicza 30,
30-059 Kraków
link: journals.agh.edu.pl/geotour