Geoturystyka

Wyprawy - Rowerem przez świat

TRANS ZPM 2008 Krossiaki-Wałcz

÷Europa, Polska

I Dzień. Ładny początek

3t Nareszcie ruszyliśmy. Pierwszy zabytek na trasie zwiedzaliśmy już w Kłębowcu. Była to  robiąca wrażenie ruina pałacu, którego nie zna większość mieszkańców Wałcza. Od razu jak zjechaliśmy z drogi 163 na Karsibór złapałem gumę. Wymiana trwała niecałą minutę, jednak trening robi swoje. Pierwszy nie wymuszony przystanek zrobiliśmy w Świerczynie, gdzie za sklepem była super ławeczka i azyl dla szerokiej grupy społeczeństwa. Posililiśmy się drobnym posiłkiem i ruszyliśmy w dalszą drogę. Kawałek dalej zrobiliśmy sobie zdjęcie przy potężnym kamieniu. Ledwie się obejrzeliśmy i już naszym oczom ukazał się Czaplinek z największym jeziorem w regionie. Na rynku w centrum miasta zwiedziliśmy kościółek, a następnie pojechaliśmy kawałek wzdłuż jeziora Drawskiego. Znajdujący się nad nim pomnik Jana Pawła II wcale nas nie zaskoczył. Znowu przekąska i toczymy się dalej. Chwila jazdy i już przecinaliśmy piękną rzekę, jaką jest Drawa.

Do Złocieńca dotarliśmy profesjonalną trasą rowerową, która docelowo ma biec ze Złocieńca do Połczyna Zdroju. Można ją nazwać nawet autostradą rowerową, bo są specjalne zjazdy na postój pod wiatą. W Złocieńcu przejechaliśmy przez rynek i pożegnaliśmy się z naszym opiekunem, który nie mógł z nami dalej jechać, bo musiał być przy chorej żonie. Do Drawska Pomorskiego mieliśmy charakterystyczną trasę dla tak wielkiej liczby jezior. Raz pod górę, a raz w dół. Niektóre górki trzeba było pokonywać ostatkiem sił. W Drawsku zwiedziliśmy kościół, który już widać parę kilometrów przed miastem. Jak lało to jedliśmy pizzę pod parasolami. Następnie udaliśmy się do internatu na osiedlu Gogółczyn. W całym internacie byliśmy tylko z jednym rowerzystą.

II Dzień. W wojsku

5t Pobudka o 8:00, śniadanie w mieście i ruszamy obejrzeć ostatni raz Drawsko Pomorskie. Jeszcze raz widzieliśmy kościółek i zrobiliśmy sobie zdjęcie przy dwóch czołgach. Następnie przejechaliśmy przez piękny park Fryderyka Chopina, gdzie znowu przecięliśmy Drawę. Obejrzeliśmy znajdujący się tam amfiteatr i kamień upamiętniający milenium. Dopiero po 10:00 na dobre ruszyliśmy w trasę. Przecięliśmy Mielenko, gdzie wydobywa się piach. Następnie wjechaliśmy już na teren wojska, gdzie zostaliśmy wpuszczeni, gdyż nie było ćwiczeń na poligonie, ale pomimo to przez cały ten odcinek mieliśmy drobnego stracha. Było tak jak w innym kraju, porównaliśmy te widoki do Białorusi w której nie byliśmy. Na potężnym terenie wojska, który liczył na naszej trasie 25 km, czuliśmy się jak prawdziwi woje. Odcinek był tak długi, ze byliśmy zmuszeni tam zjeść. Wyjechaliśmy z terenu wojskowego, jak się okazało później nie do końca i złapała nas burza z gradem. Zmokliśmy jak kury. Dojechaliśmy do krajowej 10, gdzie ruch był naprawdę duży. W Reczu zjedliśmy w jednej z licznych restauracji przydrożnych. W końcu dojechaliśmy mało ruchliwą drogą z szybko jeżdżącymi samochodami do Choszczna. W Choszcznie również w oczy rzucił się nam kościółek. Odstawiliśmy rowery do internatu i ruszyliśmy na spacerek do miasta. Poszliśmy do centrum pod kościół na lody. Przytknęliśmy nawet ręce do tablicy Alei Gwiazd Kolarstwa Polskiego. Zrobiliśmy zakupy, zjedliśmy drobną przekąskę i złapał nas deszcz. Ale pobiegliśmy bez większych problemów do internatu w którym tym razem byliśmy sami. Po dniu pełnym wrażeń zasnąć nie było trudno.

III Dzień. Ze wsi do miasta

6t Dzisiaj pobudka w Choszczeńskich klimatach. Z Choszczna dosyć długo wyjeżdżaliśmy. Na wylocie nie wiadomo, czemu rozśmieszyła nas miejscowość Pakość. Początkowo na trasie deszczowe chmury szczęśliwie nas omijały. Aż do Barlinka cały czas podziwialiśmy folklor wsi, charakterystyczny dla tych regionów. Dopiero w mieście słynącym z paneli zaznaliśmy turystycznego powietrza. Jezioro było tam wyjątkowo czyste. Rynek miejski również zrobił na nas dobre wrażenie. Na dodatek podziwialiśmy kościół. Przy okazji zobaczyliśmy dom mistrza świata w szachach. W Barlinku tak się nasyciliśmy pięknem, ze nic nie musieliśmy jeść. Dopiero za Rychnowem na bocznicy przy zakręcie zrobiliśmy przerwę na chleba z pasztetem. Następnie ekspresowo przejechaliśmy Nowogródek Pomorski, a potem widzieliśmy fragment budowy drogi S3. Nagle zobaczyliśmy w dali drogę, którą jak nam się wydawało mieliśmy jechać. Ruch na niej był naprawdę potężny. Na szczęście musieliśmy ją tylko przeciąć, co nie było aż takie łatwe jak się wydaje. Całkiem niedaleko wskoczyliśmy w ładną drogę łączącą Myślibórz z krajową 3. Po drodze spotkaliśmy żulika, który podążał tą droga do Myśliborza. W Klicku złapała nas ulewa. Tam się skryliśmy w przedsionku sklepu, ale ulewa była tak mocna, że doskwierała nam.  Dopiero jak przykryliśmy się dywanem zrobiło nam się ciepło. Jak przestało padać spotkaliśmy tego pijaczynę o którym wcześniej pisałem. Dzięki niemu śmiechem pokonaliśmy chłód kolejnego deszczu. Odłączyliśmy się od niego i nareszcie wjechaliśmy do Myśliborza. Tam mieliśmy trochę problemu z noclegiem, bo jedna pani zapomniała zostawić kluczy, ale na szczęście po stosunkowo nie długim czasie mogliśmy się rozłożyć i ruszyć na posiłek i zwiedzanie. Bardzo wesoła ekspedientka sprzedała nam kebabburgera. Zrobiliśmy sobie zdjęcie przy bramie Nowogródzkiej, nawet jeden policjant zwrócił nam uwagę, ale tutejsza młodzież powiedziała nam jak należy traktować służby mundurowe. Następna na trasie była baszta Prochowa i brama Pyrzycka oraz mury w całej rozciągłości. Potem zajechaliśmy na rynek miejski, gdzie zobaczyliśmy ładny kościółek i zjedliśmy pizzę. Po długiej miejskiej wyprawie wróciliśmy do Domu Wczasów Dziecięcych. Muszę przyznać, że w Myśliborzu mieszkają naprawdę fajni ludzie. Pozdrawiam !

IV Dzień. Remont i zabytki

7t Po chwili oczekiwań ruszyliśmy z lekkim opóźnieniem z Myśliborza. Do Otanowa dojechaliśmy nieoznakowaną powiatówką. Na tej trasie na odcinku około 4 km mięliśmy obstawę traktora, który podgonił nam tempo. Aż od Otanowa do Kozielic jechaliśmy równorzędnie z budową drogi S3. Budowa była robiona profesjonalnym sprzętem i zaskakująco szybko. Potężne ciężarówki zaczynały być dla nas uciążliwe, ale jak wjechaliśmy do Pyrzyc na drodze zrobiło się spokojniej. Na wlocie do centrum miasta zrobiliśmy zdjęcie przy czołgu. W centrum zobaczyliśmy parę zabytków i zjedliśmy drobny posiłek, który miał nas zasilić na dalszą drogę. Gdzieś zgubiłem mapę, ale na szczęście miałem zapasową. Do rozjazdu na Wierzbno jechaliśmy ruchliwą droga prowadzącą do Stargardu. Na horyzoncie zaczęło być widoczne potężne jezioro Miedwie. Obejrzeliśmy pałacyki w Koszewie i Koszewku. Odbiliśmy od Miedwia i już naszym oczom ukazał się Stargard. Na wlocie widzieliśmy , jak się później dowiedzieliśmy budowę japońskiej fabryki opon. Po drodze do centrum mijaliśmy również fabrykę cukru. W centrum przejechaliśmy wyjątkowo ciekawym szlakiem "Stargard - Klejnot Pomorza". Cały czas oglądaliśmy ciągnący się mur z basztami i bramami. Do tego przejeżdżaliśmy obok spichlerza, arsenału, kościoła i wieży ciśnień. Pod rynkiem zrobiliśmy zdjęcie przy kamienicy gotyckiej i plebanii. Natomiast na samym rynku, na którym zabytkowa zabudowa została tylko po jednej stronie (ale za to była naprawdę okazała) ratusz, odwach, kamienice i kościół. Zjedliśmy kebaba w barze obok. Tutaj udzieliliśmy wywiadu dla gazety "7 Dni Powiatu Stargardzkiego". Pani redaktor doprowadziła nas nissanem do noclegu. I udało się nam ulokować za niewielką cenę w centrum Stargardu. Nocleg był naprawdę przyzwoity i na dodatek z telewizorem. Pod wieczór przeszliśmy się do miasta. Tutaj jest naprawdę sporo zabytków.

V Dzień. Metropolia coraz bliżej

8t Wstaliśmy, oddaliśmy klucz i wyjechaliśmy ze Stargardu. Ruszyliśmy drogą rowerową wzdłuż krajowej 10. Bardzo szybko dotarliśmy do Kobylanki, gdzie zjechaliśmy na Gryfino. Z Kołbacza dotarliśmy do Starego Czarnowa przez Dębine. Stamtąd pojechaliśmy prosto do Gryfina. Wzdłuż murów dojechaliśmy do Odry. Przejechaliśmy nawet mostem na drugą stronę. W centrum zobaczyliśmy bardzo interesujący kościół. Gryfino to w zasadzie blokowe miasto z paroma zabytkami na krzyż. Tutaj o 15:00 na dobrą sprawę posililiśmy się dopiero drobnym śniadankiem. Krajówka dojechaliśmy do Dolaszewa. 3 km za Chlebowem skręciliśmy do lasu na drogę z kocich łbów. Tam znowu widzieliśmy budowę drogi S3. Tutaj roboty szły wolniej niż w powiecie Pyrzyckim, ale widać, że coś robią w naszym pięknym i rozległym kraju. Droga leśna trochę się ciągnęła, ale po niedługim czasie dojechaliśmy do drogi asfaltowej i przejechaliśmy pod autostradą A6. Ciężarówki pędzące nad nami, było słychać juz dużo wcześniej.  I wreszcie zaczęła się dzielnica Szczecina Podjuchy. Zjedliśmy posiłek. Przed autostradą Poznańską złapał nas ostry deszcz z burzą. Naprawdę bardzo zmokliśmy. Cały dzień mieliśmy upalną pogodę, tylko pod koniec taka heca. Do centrum dojechaliśmy przez kilka mostów z żurawiami metalowymi w tle. Widzieliśmy kościoły, pałace oraz Zamek Książąt Pomorskich. Pojechaliśmy do schroniska PTSM "Cuma", gdzie pierwszy raz nie byliśmy sami na cały budynek, można powiedzieć, ze było sporo turystów różnej narodowości (Czesi, Niemcy, Polacy). Rozpakowaliśmy się i od razu ruszyliśmy do CH Galaxy. Tam zrobiliśmy posiłek w KFC z dolewkami napojów nie wyskokowych. Wróciliśmy przed 23 do schroniska, by nam nie zamknęli noclegu. No i dobranoc.

VI Dzień. Chemiczne miasteczko

9t Prawie punktualnie z rana wyjechaliśmy z miejsca noclegu. Po drodze do Polic cały czas ciągnął się Szczecin, a przez chwilę byliśmy we wiosce Przęsocin z ładnym kościołem. W Policach zobaczyliśmy zabytkowy kościół i zjedliśmy super śniadanko. Chcieliśmy zwiedzić opuszczoną fabrykę paliwa syntetycznego, ale nie mogliśmy jej znaleźć, a informacja turystyczna w starostwie była nieczynna.  I tak z mało ciekawych Polic wróciliśmy do pierwszych dzielnic Szczecina. Przez Skolwin, Stołczyn i Stocznie Szczecińską dotarliśmy do centrum. Odstawiliśmy rowery do tego samego noclegu i znowu ruszyliśmy do CH Galaxy. Tam spędziliśmy łącznie 7 godzin. Można to nazwać wypoczynkiem przed kolejną częścią wycieczki, której jeszcze sporo przed nami. Słońce sprawia coraz więcej problemów.

VII Dzień. Trzynastego

10t Po niedługim czasie wyjechaliśmy z centrum Szczecina. Następnie przez Dąbie i Osiedle Załom wyjechaliśmy ze stolicy województwa zachodniopomorskiego. Do Goleniowa w zasadzie jechaliśmy na jednym tchu. Dopiero przed znakiem Goleniów złapałem gumę. Z nieuwagi wjechałem w dziurę. Usterka przez mocno zrzutą oponę nie została szybko wyeliminowana. Jednak po jakimś czasie udało się zrobić wszystko i mogliśmy ruszyć na zwiedzanie Goleniowa. Tam zobaczyliśmy spichlerz nad Iną, standardowo kościół i bramę Wolińską. Piękne zabytki, ale szkoda, że tak mało. Kawałek za Goleniowem musieliśmy przewalić poboczem krajowej 3 , bo boczna trasa nas tam wyrzuciła. Na dalszej trasie podróż utrudniał nam uciążliwy deszcz. Jak zwykle zmokliśmy, tym razem dzięki banerowi trochę mniej. Tempo mieliśmy naprawdę ostre, żeby się rozgrzać. Mijaliśmy pole wiatraków. W Wolinie widzieliśmy most nowoczesny, kościół, zabytkowy ratusz, Trzygłowa i osadę w tle. Na dodatek zjedliśmy kebaba. Spotkaliśmy tam tą samą kolonie, co była z nami w PTSM w Szczecinie. Stamtąd krajową 3 dotarliśmy do Świnoujścia. Promem z Karsiboru popłynęliśmy promem na wyspę Uznam. Tam przejechaliśmy kawałek drogą rowerową i nareszcie dotarliśmy pierwszy raz po zmierzchu do centrum Świnoujścia. Dobrze, że znaleźliśmy otwarty sklep. Dziś naprawdę długi i męczący dzień, dlatego w Domu Wypoczynkowym bryza dobrze nam się spało.

VIII Dzień. Nadmorski pas

Z rana zaczęliśmy dopiero zwiedzać Świnoujście. Przejechaliśmy przez centrum do flagowego wiatraka miasta, znajdującego się nad morzem. Z grubsza z zewnątrz zobaczyliśmy fort zachodni i anioła. Zjedliśmy śniadanie i miejskim promem "Bielik" przeskoczyliśmy na część prawobrzeżną, gdzie podziwialiśmy fort Gerharda i najwyższą w europie latarnię. Dosyć późno opuściliśmy peryferia miasta. Nieco dalej na dobre opuściliśmy krajową 3, już jej na wycieczce nie zobaczymy. Przez Międzyzdroje przelecieliśmy zabójczym tempem. Za tym miastem zrobiliśmy przerwę na posiłek, a potem wjechaliśmy na punkt widokowy Gosań z którego było widać niemieckie kurorty, Śwninoujście, Międzyzdroje i prawdopodobnie wyspę Bornholm. Kawałek dalej mijaliśmy atrakcyjne nadmorskie miejscowości Międzywodzie, Dziwnów, Dziwnówek. W Dziwnówku opuściliśmy nadmorskie tereny, by zjechać do Kamienia Pomorskiego. W tym powiatowym mieście widzieliśmy zabytkową katedrę, ratusz i basztę połączoną z bramą. Wjechaliśmy na kładkę na Zalewie Kamieńskim, która kończyła się chaszczami na wyspie Chrząszczewie. Przy molo zjedliśmy morskie ryby. Było tu naprawdę przyjemnie. Niemal, że na jednym oddechu dotarliśmy do Gryfic, gdzie zmęczeni minęliśmy dwie bramy, kościół i praktycznie bez większych problemów nawigacyjnych dotarliśmy do noclegu u naszej ciotki. Dziękujemy za gościnę. Planowo mieliśmy spać w Pobierowie, ale plany są po to by je zmieniać.

IX Dzień. Wesoło i szybko

12t U naszej ciotki Lidki zjedliśmy śniadanko i ruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Widzieliśmy kolej wąskotorową. Przejechaliśmy przez dwie bramy, obejrzeliśmy kościół, basztę i przecięliśmy Regę, która będzie nam towarzyszyć we wszystkich miastach, które dziś zobaczymy. Przez Park wyjechaliśmy z Gryfic. Bardzo szybko dotarliśmy do Reska, gdzie zobaczyliśmy kościół i Park Borków, gdzie dawno temu stał okazały zamek. Znowu chwilka jazdy bocznymi drogami i górką wpadliśmy do Łobza. Zwiedziliśmy to co zwykle tj. kościół i przejechaliśmy przez ładny park miejski, który znajdował się w centrum miasta. Z Łobza do Świdwina trasę również pokonaliśmy szybko, bo jechaliśmy w bardzo wesołej atmosferze. Na wlocie zobaczyliśmy wieżę Bismarcka, która szczerze nam się nie podobała. Ale w centrum już było tylko lepiej. W centrum Świdwina widzieliśmy zabytkowy kościół, pocztę, pomnik papieża, plac Lotników z pomnikiem samolotu, fragmenty muru nad Regą, bramę i najbardziej znany zamek Joannitów. Zamek naprawdę robił wrażenie. Potem udaliśmy się do noclegu w Internacie Zespołu Szkół Rolniczych. Kolacyjkę zjedliśmy w centrum miasta i zaczęliśmy oczekiwanie na kolejny dzień pełen wrażeń.

X Dzień. Mokro

13t Z rana szybko opuściliśmy Świdwin i jego zabytki. Towarzyszyły nam głosy odrzutowców z pobliskiego lotniska. Przez małe wioski i nieco większe Rąbino dotarliśmy do Białogardu, gdzie nie było znaku z miejscowością i nie zrobiliśmy pamiątkowego zdjęcia. W Białogardzie ekipa był naprawdę wygłodzona. Nie mieli już siły na robienie zdjęć, a tym bardziej na zwiedzanie. Zobaczyliśmy prędko bramę i kościół na placu. Było również widać zabytkowe mury. Po drodze przewinęła się nam zabytkowa poczta. Wszyscy mieszkańcy polecali nam Bar Zacisze. Tam zjedliśmy pierwszy normalny obiad na wycieczce. Pycha, naprawdę polecam. W drodze do Kołobrzegu przecięliśmy krajową 6 i dalej przez wioski kierując się zmokniętą od często padającego deszczu mapą dotarliśmy do celu. W Kołobrzegu również padało, co nas nie dziwiło. Dotarliśmy do Internatu Zespołu Szkół Mechanicznych i ruszyliśmy zwiedzać miasto. Przeszliśmy parki, alejki, plażę nadmorską oraz promenadę. A na dodatek podziwialiśmy latarnie morską, i masę pomników, znajdujących się w skwerach. Kołobrzeg to naprawdę piękne miasto. Co prawda pogoda nam nie dopisała, ale w internacie było sucho.

XI Dzień. Ładniej niż myślisz

14t Z rana musiałem wymienić zniszczoną oponę i pękniętą dętkę. Sklepy rowerowe były otwarte dopiero od 10:00. W trakcie poszliśmy do starostwa na sesję zdjęciową oraz dostaliśmy, smycze, breloczki i koszulki. Następnie zwiedziliśmy centrum Kołobrzegu i mogłem naprawić rower. Dopiero o 11:00 opuściliśmy Kołobrzeg. Bardzo ruchliwą i zakorkowaną krajową 11 dotarliśmy do Ustronia Morskiego, gdzie dopiero zjadłem śniadanie. Teraz aż do Mielna jechaliśmy wzdłuż morza Bałtyckiego. Przed Pleśną wypoczęliśmy na plaży nadmorskiej. Po drodze widzieliśmy latarnię morską w Gąskach. W Sarbinowie poznaliśmy klimat nadmorskiej miejscowości. Na promenadzie w Mielnie również było ciekawie. Stamtąd drogą rowerową dojechaliśmy do Koszalina. Miasto co prawda bez zabytków, ale trzeb przyznać, że nie jest brzydkie. Nocleg mieliśmy w schronisku młodzieżowym. Również bardzo dobre warunki. W Koszalinie głównie chodziliśmy po miejskich pasażach i centrum handlowym Emka. Natomiast z zabytków zwiedziliśmy katedrę znajdującą się w centrum i gmach poczty. A ponadto spacerowaliśmy po parku z amfiteatrem (znany z nocy kabaretowej) oraz widzieliśmy okazały pomnik Józefa Piłsudzkiego. Dzień na rowerze był dosyć krótki, ale pieszo nogi zrobiły naprawdę dużo.

XII Dzień. Żegnaj morze

15t Wstaliśmy dosyć późno, bo wieczorem oglądaliśmy thriller i film dokumentalny o ociepleniu klimatu. Natomiast z noclegu do granic Koszalina dotarliśmy naprawdę szybko przez profesjonalna drogę rowerową. Na wylocie zmierzyliśmy się z ostrym podjazdem na Górę Chełmską, ale warto było, bo zjazd był przedni. I juz w Sianowie na wlocie wita nas fabryka zapałek. Tam cięliśmy chodnikiem wzdłuż krajowej 6. Prócz fabryki zapałek nie było tu specjalnie nic ciekawego. Stad naprawdę szybko dotarliśmy do Darłowa. Tam widzieliśmy charakterystyczny Zamek Książąt Pomorskich. Chcieliśmy zobaczyć wystawę chińskich figurek, ale dla studentów i jednego licealisty było za drogo, więc ruszyliśmy na darmowe zwiedzanie rynku z fontanną rybaka. Zobaczyliśmy zabytkowy kościół i przejechaliśmy przez bramę Wysoką. Dopiero gdy na liczniku wybił 40 km zjedliśmy śniadanie. Pojechaliśmy do Darłówka Wschodniego, stamtąd dojechaliśmy, mijając latarnię, na molo znajdujące się w Darłówku Zachodnim. Krajówką z jakimś numerem przekraczającym liczbę 30 dotarliśmy do Słowina. Na mapie mam tam wiejska drogę, ale świat idzie do przodu i na łaciatej drodze stawia się słupki i ma się krajówkę. W końcu dotarliśmy do naszego dzisiejszego celu, czyli Sławna. Dojechaliśmy obok ratusza i przez bramę Słupska do centrum niewielkiego miasteczka. Na głównym placu zwiedziliśmy kościół. Z centrum przez bramę Koszalińską wyjechaliśmy do noclegu w Ośrodku Specjalnym, gdzie w pokojach czekały na nas koszulki promujące powiat Sławieński. Wyszliśmy do miasta zobaczyć zabytkowy budynek poczty, zjeść drobny posiłek i zrobić zakupy. Nocleg jak wszędzie przyjemny i wygodny, bo to Zachodniopomorskie.

XIII Dzień. Dwóch żelaznych

16t W Sławnie pożegnaliśmy się z Jarkiem, który odjechał do Słupska, bo miał niedaleko. Wyjechaliśmy krajową 6 na Koszalin, ale juz po niecałych 5 km jechaliśmy spokojnymi bocznicami. W Borkowie widzieliśmy megality. W Polanowie zjedliśmy dopiero śniadanie. Jakoś przywykliśmy, ze przed śniadaniem robimy troszkę kilometrów na rowerze. Zobaczyliśmy kościół i rozkopaną główną miejską drogę. Powiatową 205 dotarliśmy do Żydowa. Początkowo zjechaliśmy w dół, ale okazało się, że elektrownia jest nieczynna w soboty i wróciliśmy jadać pod ostra górę. Zmęczyliśmy się na darmo, bo kawałek dalej było widać elektrownię w całej okazałości z góry. W Bobolicach zjedliśmy karkówkę na festynie z okazji Dni Bobolic. Tak poza tym nic innego w tym miasteczku nie przykuło naszej uwagi. Aż za Grzmiącą jechaliśmy drogą 171 w kierunku Czaplinka. Po drodze widzieliśmy znak "Sławno 4". Na szczęście to chodziło o wioskę, a nie miasto w powiecie Sławieńskim. Następnie minęliśmy kilka wiosek i naszym oczom ukazał się upragniony Szczecinek. Ku zdziwieniu się zmęczyłem, chociaż przy takim tempie to nic dziwnego. Odstawiliśmy rowery do schroniska młodzieżowego na ul. Kościuszki i ruszyliśmy do centrum dobrze znanego nam miasta. Nie mogło zabraknąć spaceru promenadą, zdjęcia przed ratuszem, bramą, kościołem, i przechadzki nad jeziorem. Teraz pozostaje sen po ciężkim dniu, a jutro meta wycieczki.

XIV Dzień. Powtórka z rozrywki

17t Pomimo wesela, które odbywało się w budynku schroniska zasnęliśmy bez problemu i można powiedzieć, że nawet się wyspaliśmy. Wyjazd jak zwykle opóźnił Michał. Obliczyłem, że prawdopodobnie razem czekaliśmy na niego całą dobę w ciągu wycieczki. Krajową 20 dojechaliśmy do Jelenia. A stamtąd droga była taka sama jak do Słupska tylko, że w druga stronę. W Bornym Sulinowie zjedliśmy śniadanko. A stamtąd ekspresowo dotarliśmy do Wałcza. Zdjęcie przed znakiem wjazdowym, fotka w centrum i koniec. Fajnie było, ale się skończyło.

2t

 I dzień: Wałcz - Czaplinek - Złocieniec - Drawsko Pomorskie (110 km)
II dzień: Drawsko Pomorskie - Recz - Choszczno (70 km)
III dzień: Choszczno - Barlinek - Myślibórz (90 km)
IV dzień: Myślibórz - Pyrzyce - Stargard Szczeciński (80 km)
V dzień: Stargard Szczeciński - Gryfino - Szczecin (95 km)
VI dzień: Szczecin - Police - Szczecin (45 km)
VII dzień: Szczecin - Goleniów - Wolin - Świnoujście (119 km)
VIII dzień: Świnoujście - Międzyzdroje - Dziwnów - Kamień Pomorski - Gryfice (120 km)
IX dzień: Gryfice - Resko - Łobez - Świdwin (95 km)
X dzień: Świdwin - Białogard - Kołobrzeg (100 km)
XI dzień: Kołobrzeg - Ustronie Morskie - Mielno - Koszalin (55 km)
XII dzień: Koszalin - Sianów - Darłowo - Sławno (75 km)
XIII dzień: Sławno - Polanów - Bobolice - Szczecinek (115 km)
XIV dzień: Szczecinek - Borne Sulinowo - Wałcz (75 km)

Łączny dystans: 1244 km

Trans Zachodniopomorskie 2008 jest dla nas pierwszą tak długą wycieczką. W końcu dwa tygodnie na dwóch kółkach to już coś. Ale i tak było za krótko, z chęcią jeszcze byśmy przedłużyli trasę wycieczki. Oczywiście wycieczkę uważam za udaną. Wycieczką skupiliśmy się głównie na wszystkich miastach powiatowych województwa Zachodniopomorskiego. W każdej z tych miejscowości zobaczyliśmy najciekawsze zabytki, najpiękniejsze miejsca przyrodnicze oraz przeżyliśmy najlepsze chwile zażywając regionalnych rozrywek. Uświadomiliśmy tą wycieczką, że województwo Zachodniopomorskie jest piękne w całej okazałości. Nie da się ukryć, że bardzo nam się podobało w nadmorskim Świnoujściu i Kołobrzegu, zwiedzanie Szczecina i Koszalina w całej okazałości, poznanie historii jednych z najpiękniejszych miast tj. Stargardu Szczecińskiego i Świdwina oraz Choszczna i Goleniowa, zaznanie spokoju w nad jeziornych miastach – Szczecinku, Drawsku Pomorskim, Myśliborzu, Wałczu, ponadto zobaczyliśmy ładne miasta przyćmione potęgą Szczecina – Police, Gryfino, Pyrzyce, zwiedziliśmy Łobez, który od niedawna szczyci się mianem miasta powiatowego, nie zapomnieliśmy, czym by było województwo Zachodniopomorskie bez takich miast jak Kamień Pomorski, Gryfice, Sławno, gdzie znajdują się kolebki podwalin dzisiejszego Pomorza, ale pamiętaliśmy również o ciekawym mieście jakim jest Białogard. Każde miasto województwa Zachodniopomorskiego było warte zobaczenia. Dlatego nie pominęliśmy żadnego powiatu i jej stolicy. Łącznie zwiedziliśmy  33 (w tym wszystkie z 20 miast powiatowych) na 62 miasta województwa Zachodniopomorskiego. Jak widać jest to więcej niż połowa całości. Ale nie liczby były najważniejsze, lecz dobra zabawa, jaką przeżyliśmy w trakcie wycieczki Trans ZPM 2008.


26

AGH
Akademia Górniczo-Hutnicza
im. Stanisława Staszica
Wydział Geologii, Geofizyki
i Ochrony Środowiska
Katedra Geologii Ogólnej i Geoturystyki
al. Mickiewicza 30,
30-059 Kraków
link: journals.agh.edu.pl/geotour