Geoturystyka

Relacje z podróży - Europa

Słowacki Spisz

÷Słowacja, Spisz

Na widok niebotycznych szczytów, o które roztrącają się obłoki, duch ludzki korzy się przed wszechmocą Stwórcy

Zawsze czekam na ten dzień. Co roku, co wakacje... Godzina 7:26 rano, parking "Łukaszówki" w Zakopanem przy Al. 3 Maja... Dookoła pełno autokarów, tłum zabieganych turystów z biletami w ręku szukających swojego biura podróży. Widok znajomy, powodujący u mnie uśmiech na twarzy...
Nagle rozlega się głośne "dzieńdoberek" wstawiające w stan gotowości najbardziej zaspanych, czyli przywitanie naszego znajomego Pana Kierowcy - Jana. Jak zwykle z radosnym uśmiechem, nieopisaną radością zaprasza do autokaru w którym niemal natychmiast powstaje lista uczestników. Jedna Pani w średnim wieku, której dostał się przydomek Gwiazda uporczywie wypytuje o klimatyzacje, ponieważ cierpi na chorobę lokomocyjną... No cóż "na dzień dobry jest jej niedobrze"...

Punkt 8 - odjazd ! Naszym pilotem jest Pan Jan, również znany mi z poprzednich wycieczek. Człowiek o niesamowicie ogromniej wiedzy dotyczącej Zakopanego, Tatr i Słowacji. Wycieczka zapowiada się jak zwykle niesamowicie ciekawie. Zakopane opuszczamy kierując się w stronę przejścia granicznego - Łysa Polana (Lysá Požana). Ze względu na bardzo częste korki występujące na popularnej "Zakopiance" nie jedziemy klasycznie przez Poronin, lecz wyjeżdżamy ze strony Jaszczurówki, w kierunku Murzasichle.

Na parkingu Łysej Polany, część pasażerów wysiadła by skorzystać z toalety w "której długo nie posiedzieli bo tam śmierdzi" a część udała się do kantoru... Po załatwieniu wszystkich spraw podjechaliśmy pod stanowisko celników, którzy jak zwykle nie wykazali zbyt wielkiego entuzjazmu i dość leniwie zabrali się za sprawdzanie dowodów i paszportów. Ich zainteresowanie wzbudziła jedynie para Argentyńczyków lecz obyło się bez większych problemów.
Właściwa granica między Polską a Słowacją ciągnie się po środku rzeki Białka, przez którą prowadzi most. Jesteśmy już w Republice Słowackiej. Droga krajowa nr 67, którą teraz jedziemy, powstała po I wojnie światowej i nazywana jest Drogą Wolności. 3 km od granicy znajduje się Jaworzyna Spiska (Tatranská Javorina, Javorina), doskonały punkt do tanich, przygranicznych zakupów dla turystów posiadających auta osobowe, ponieważ pod dwoma, najczęściej obleganymi sklepami jest mały parking i problem z zaparkowaniem autokaru. My zatrzymamy się w sklepie w drodze powrotnej tuż przy granicy.

Wyjeżdżając z Jaworzyny Spiskiej wychylają nam się trzy najwyższe szczyty części zachodniej Tatr Bielskich. To Murań (Muráň 1890 m n.p.m.), Hawrań (Havran) 2152 m n.p.m.) oraz Płaczliwa Skała (Zdziarska Vidla) 2142 m n.p.m.). Szosa prowadzi w dół, wzdłuż lasu i często bywa mokra. Podróż umila nam nasz pilot snując ciekawe opowieści... Kolejną miejscowością przez którą przejeżdżamy jest Ździar (Zdiar), charakteryzujący się gęstą zabudową, dużym ruchem i kilkoma przystankami autobusowymi. Tuż za nim niepozornie płynąca rzeczka urwała dość duży kawałek drogi prowadzącej nas do Tatrzańskiej Kotliny (Tatranská Kotlina). Jest to znane uzdrowisko, którego największą atrakcją jest najpiękniejsza jaskinia tatrzańska - Bielska (Bielanska jaskyňa), położona u zboczu Kobylego Wierchu. Została odkryta w XVIII przez mieszkańców Spiskiej Białej - Johanna Brizta i Juliusa Husza. Turyści mogą ją zwiedzać od 1881 roku. My tego dzisiaj nie będziemy robić, ponieważ w planie wycieczki naszego biura znajduje się inna słowacka jaskinia - Dobszyńska Lodowa (Dobsinská žadová jaskyňa), położona na południowo-zachodnim końcu Słowackiego Raju, na wysokości 971m. Odkryta 15 VII 1870 r. przez Ruffina, rok później udostępniona turystom, jest pierwszą w Europie elektrycznie oświetloną. Jej długość wynosi 1232 m. Od 2000 r. figuruje na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Około 10:40 do jaskini prowadzi nas szosa, którą osoby cierpiące na chorobę lokomocyjną popularnie nazywają "serpentynkami", czyli o dużej ilości zakrętów. Kiedy podjeżdżamy na parking nie ma jeszcze prawie nikogo. Zaledwie kilka samochodów, jeden autokar. Wszyscy zaczęli się ubierać w grube bluzy i kurtki, ponieważ obiecane 2° Celsjusza w jaskini, przerażały nawet w najgorszy upał. Jedynie nasza wycieczkowa Gwiazda zarzuciła na siebie ogromny koc a na głowę białą chustę.

1 Droga do jaskini jest dość ostra, mocno pod górę, dlatego nikomu z naszej wycieczki za bardzo się nie śpieszy. Mamy trochę czasu do kolejnego wejścia. Mimo, że chyba wszyscy oprócz mnie są tutaj pierwszy raz wiedzą, że trud podchodów wynagrodzi nam piękno jaskini... Na górze poczuliśmy mocne uderzenie chłodu, które wydobywało się z wnętrza. Wszyscy byli zachwyceni ! Jaskinia pochodzi z okresu środkowego triasu, w większości wypełniona jest lodem. Liczne wodospady, stalagmity i kolumny lodowe robią niesamowite wrażenia, choć z drugiej strony co niektórzy odczuli pewien respekt co do tej dość twardej powierzchni. Jak to zwykle bywa, każde miejsce jest magiczne, każde ma swoją nazwę. Mała i Wielka Sień, Korytarz Ruffiniego, Zburzony Dom to tylko niektóre z komór jaskini, a w których grubość pokrywy sięga momentami nawet do 22 m... Wielki podziw wzbudził we mnie dość mocnej postury mężczyzna paradujący w zwykłej koszulce z krótkim rękawkiem, króciutkich spodenkach oraz zwykłych klapkach. Ja jak zwykle najcieplej ubrana, gruba bluza, kurtka nie przepuszczająca powietrza, pozapinana na wszystkie zamki, marząca o ciepłym autokarze po prostu umierałam z zimna a on ?

Cała nasza grupa wyszła zachwycona. W Polsce najpopularniejszymi jaskiniami są Mroźna w dolinie Kościeliskiej na Podhalu, oraz Niedźwiedzia w Kletnie na Dolnym Śląsku, jednak nie są one tak potężne jak te słowackie i nie robią takiego wrażenia.
Na naszym parkingu zrobiło się już tłoczno. Różne grupy wycieczkowe zmierzały w kierunku jaskini, momentami trudno było rozpoznać ich narodowości, ponieważ co kawałek ludzie mówili innym językiem uśmiechając się do przechodniów. Nasi prowadzący wycieczkę rozmawiali ze znajomymi z innych biur, co chwila pytając nas o wrażenia i śmiejąc się, że taki upał a my tak ciepło ubrani. Ale zimno było...

2 Następnym naszym punktem podróży był zamek Spiski (Spisský Hrad, Národná Kultúrna Pamiatka).
Jedna z legend mówi, że ogromna wieża Don Jon górująca nad hradem była w dawnych czasach jedyną toaletą na zamku. Wchodziło się na samą górę i załatwiało swoje potrzeby. Było to obmyślone również po to, aby zrzucać buntujących się żołnierzy czy poddanych z samej wieży w te odchody. Jaka jest prawda - nie wiadomo... Zamek Spiski, podobnie jak nasza jaskinia, od roku 1993 figuruje na liście UNESCO. I nic w tym dziwnego. Najstarsze źródła donoszą o nim w roku 1120. Hrad wznosi się nad Kotliną Spiską, na wapiennej skale, na wysokości 634 m. n.p.m. i jest jednym z największych tego typu obiektów zabytkowych w Europie. Jak powiadają "Spissky Hrad to taki obiekt, bez którego Spisz nie byłby Spiszem"... Zamek przeżył najazdy tatarów co było rzeczą dość niespotykaną, gościł wielu dostojnych gości i praktycznie wraz z każdym nowym właścicielem, a było ich wielu, zostawał przebudowywany i rozbudowywany. Ostatni jego posiadacz opuścił go w 1780 po ogromnym pożarze. W 1983 r., po odrestaurowaniu zamku w jego wnętrzach otwarto muzeum, w którym można zobaczyć dawne narzędzia tortur, armaty, broń czy wiele innych ciekawych rzeczy.

Podejście pod zamek zajmuje około 10 minut spacerkiem sympatyczną, asfaltową drogą. Pierwszy nasz kontakt z hradem to pierwotna brama i dziedziniec wejściowy, gdzie kupujemy bilety.

3 Na zamku można skorzystać z opieki przewodnika, niestety jedynie w języku słowackim albo poruszać się na własną rękę. My postanowiliśmy posłuchać opowieści przewodnika, który oprowadził nas po ruinach. Ponieważ grupy polskie nie są rzadkością, prowadzący przyzwyczaili się, aby mówić wolno i w miarę zrozumiale, czasem zdarza się, że nauczą się kilku polskich słów, co powoduje śmiech wśród naszych rodaków, ponieważ bardzo często słowa te bywają przekręcane. Jednak poważnie mówiąc jak powiadają nasi piloci, język słowacki jest jak "czteroletnie sepleniące dziecko" i dokładnie się wsłuchując, dużą część można zrozumieć. My trafiliśmy na młodego chłopaka, który co chwile pytał nas "Polaci roziumieją " ? przejmując się tym czy cokolwiek do nas dociera.

4Kiedy zakończyliśmy zwiedzanie nasz pilot - już na szczęście po polsku opowiedział nam trochę historii, w tym rzecz może dość zadziwiającą, otóż zamki w tamtych czasach zaczynano budować od wieży. Dostaliśmy czas wolny i ruszyliśmy na samodzielne zwiedzanie hradu. Oczywiście najważniejszym punktem był słynny Don Jon, z którego rozciąga się przepiękny widok na okolice, chociaż każdy zakątek zamku wzbudza niemniejszy podziw. Dookoła nas było mnóstwo rodzin, różnych pokoleń, różnych narodowości. Dzieci biegały po murach, zaglądając w każdą szczelinę, dorośli nie mogli nadążyć za swoimi pociechami a Ci najstarsi, spoglądali na ruiny, które kryją w sobie wiele tajemniczości. Niesamowity spokój, piękno zamku to idealna ucieczka od dzisiejszego świata, który bez umiaru goni przed siebie, idealne miejsce do zapomnienia o problemach a także zbliżenia się do przyrody, ponieważ prawdziwymi panami są tutaj świstaki oraz inne zwierzaki, które zamieszkują tereny zamku.

Ostatnim punktem naszej wycieczki była Levocza (Levoča), w której po zwiedzeniu kościoła Św. Jakuba mieliśmy 1,5 godziny na zwiedzanie miasta, pójcie na obiad, zakupienie pamiątek czy wielu innych różności, które przyszły nam do głowy. Podróż do Levoczy trwa około 20 minut, w ciągu których dostaliśmy wiele rad - podobno od największego smakosza kuchni słowackiej, jak powiedział nasz pilot o naszym kierowcy.
-Na Słowacji nie należy używać słowa "szukam", ponieważ w języku słowackim oznacza to przekleństwo
-"Polacy bardzo często mylą knedle słowackie z naszymi pyzami, kluskami a knedle to taka bułka, tak jakby nasz chleb bez skórki i przychodzi taki Polak do restauracji, zamawia knedle bez dodatków i dostaje takie cztery kromki chleba na talerzu i nic po za tym. Tak więc do knedli potrzebne jest coś mokrego"
kavá presso - kawa, Nech sa páči - bardzo proszę, hranolky - frytki, Čaj-herbata, polievky- zupy, horčica - musztarda, zmrzlina - lody, paradajka - pomidor, varený - gotowany, vyprazený - opiekany, potraviny - artykuły spożywcze.
Najlepsze słowackie dania: -Vyprázaný syr z tatarskou omačkou - smażony, panierowany ser żółty z sosem tatarskim,
-Maďarský gulás s knedžičkami - gulasz węgierski z knedliczkami,
-zupa czosnkowa z grzankami, po której wszyscy siedzą z tyłu w autokarze.

Do rynku w Levoczy wjeżdżamy przez Bramę Koszycką znajdującą się w południowo-wschodniej części miasta, stanowiącą odcinek murów obronnych, które zachowały się w dość dobrym stanie.
Objeżdżając dookoła rynek poznaliśmy zza autokarowej szyby z grubsza większość ważniejszych zabytków, w tym wzbudzającą ogromne zainteresowanie klatkę hańby, do której w dawnych czasach wtrącano kobiety na całe dnie aby ludzie poznali te niewierne... A z wersji nieoficjalnej aby "wiedzieli również do kogo mają iść aby zgrzeszyć" Przy wysiadaniu z autokaru para Argentyńczyków nie znająca polskiego nie mogła zrozumieć godziny o której mamy się spotkać na parkingu, było przy tym dużo śmiechu ale w końcu kierowcy udało się z nimi porozumieć w formie pisemnej.
Wejście do kościoła mieliśmy o godzinie 16:00. Po zakupie biletów usiedliśmy na chodniku obserwując kilka pobliskich straganów z owocami i warzywami, przy których zebrał się dość spory tłum kupujących. W moim Wrocławiu nie do pomyślenia byłby taki handel koło kościoła, w środku rynku.

Rzymskokatolicki parafialny kościół św. Jakuba jest największym gotyckim kościołem na Słowacji. Powstanie kościoła datuje się na lata 1290-1400. To w nim znajduje się największy ołtarz na świecie, wykonany przez mistrza Pawła z Levoczy, znanego rzeźbiarza z okresu gotyku. Jego wysokość wynosi 18,62 m. Warto zwrócić uwagę na wyrzeźbioną scenę "Ostatniej Wieczerzy" w predelli. Obok niego znajduje się 17 innych, o wiele mniejszych lecz równie urokliwych: Ołtarz św. Janów, św. Anny, św. Piotra i Pawła, św. Mikołaja, św. Katarzyny, św. Michała Archanioła, 14-stu pomocników w nędzy, Dobrego pasterza, Matki Bożej Śnieżnej, Narodzenia Pana, Vir dolorum - Macieja Korwina, dwóch Marii, Bożonarodzeniowej predelli, św. Elżbiety z Turyngii, Matki Bożej Loretańskej, św. Jana Nepomucena oraz św. Katarzyny z Górnych Repasz.

Oprócz ołtarzy w kościele możemy podziwiać równie piękne, jednak już nie tak bardzo popularne malowidła ścienne. Bardzo interesujący jest zbiór legend o św. Dorocie prześladowanej za wyznawanie wiary. Przedstawione w formie malowideł tworzą dwa rzędy. Pierwszy, wyższy czyta się z prawej do lewej strony natomiast drugi, dolny na odwrót. Warto wgłębić się w znaczenie obrazów.

Wg mnie szczególnie wartym zabytkiem kościoła jest ambona, znajdująca się w tylnej części głównej nawy, gdzie została przeniesiona z części przedniej. Jej ciekawym elementem jest dół, który stoi na głowie Mojżesza, trzymającego w ręku przykazania.
Powyżej widoczne są sceny ze Starego Testamentu, natomiast górę stroją czterej ewangeliści ze św. Piotrem. Uwieńczeniem ambony jest Chrystus Zmartwychwstały.

Trudno opisać jest hram św. Jakuba. Każde miejsce, organy, obraz, ołtarz, figury, nawet ławki, witraże, ambona czy chrzcielnica mają swoje znaczenie, historie, nieopisaną wartość. Słowacy doskonale wiedzą, że ten cenny zabytek jest jednym z niewielu na świecie, ważnym skarbem kultury nie tylko dla nich. Na jego utrzymanie czy remonty przeznaczane są pieniądze otrzymane z tacy od wiernych.

Po zwiedzeniu Hramu i wysłuchaniu opowieści naszego pilota mieliśmy trochę czasu wolnego na zwiedzenie miasta i obiad. Warto zajrzeć do restauracji 3 Apostołów, gdzie można zjeść smaczny posiłek ale dopiero po obejrzeniu pięknych zabytków Levoczy, ponieważ mało komu chce się ruszyć po ogromnych obiedzie w sympatycznej restauracji.

5 Przepiękny ratusz miejski znajdujący się obok kościoła został wybudowany w XV w. Obecnie różni się od pierwowzoru, ponieważ w 1550 i 1615 r. dwa razy spłonął w pożarze. Wielokrotnie przebudowywany ostatecznie posiada charakter neorenesansowy z przepięknymi arkadami i stanowi siedzibę Spiskiego Muzeum. Dookoła znajduje się mnóstwo przepięknych kamienic, pochodzących z XIV i XV w. Wśród nich wyróżnia się renesansowa kamienica Thurzonów oraz dom Mistrza Pawła, w którym od 1987 r. istnieje małe muzeum poświęcone jego twórczości. Cofając się do bramy przez którą wjeżdżaliśmy, warto obejrzeć przepiękny kościół ojców franciszkanów oraz przejść się wzdłuż obwarowań miejskich, których łączna długość wynosiła ponad 2,5 km. Obecnie zachowało się prawie 80% murów oraz kilka baszt. W jednej z nich znajduje się kawiarnia \ restauracyjka, w której można zamówić choćby słowackie piwo.

Punkt 17:30 spotykamy się na parkingu. Nie ma osoby, która byłaby zawiedzona miejscami, które dzisiaj odwiedziliśmy. Wszyscy są uśmiechnięci i zadowoleni choć Levocza to ostatni punkt naszej dzisiejszej wycieczki. Przed nami jedynie zakupy na granicy, ale dla wielu turystów jest to moment nie mniej pasjonujący niż zwiedzanie jaskini, zamku czy Levoczy.

Żegnamy się z miastem w świetnych humorach. Przed nami około 1,5 godziny jazdy do granicy. Po drodze mijamy leżący w dolinie Popradu Kieżmark (Keźmarok), miasto warowne rywalizujące z Levoczą od wieków. Jest godne polecenia między innymi ze względu na najcenniejszy w mieście zamek Kieżmarski, mury obronne czy przepiękną renesansową dzwonnice.

Zza szyby autokaru prawie przez cały czas rozciąga się przepiękny widok na Tatry, który nie sposób opisać. Mijamy mnóstwo, wiosek, w oddali widnieje Łomnica, przy drodze stoi mnóstwo osób próbujących sprzedać przejezdnym grzyby oraz owoce lasu. Niestety po pewnym czasie pojawia się widok przerażający, smutny chociaż już powoli wracający do życia. Potężna wichura, trwająca dość nie długo, która nawiedziła Słowację w listopadzie 2004 roku, wyrządziła tak ogromne szkody że, uznana została za największą od stu lat katastrofę ekologiczną kraju. Mija prawie 2 lata od tamtego wydarzenia, jednak krajobraz miejscami nadal przeraża. Słowacy mieli dylemat czy zbierać wywrócone drzewa, ponieważ bali się obsunięcia ziemi. Obecnie tereny te zaczynają porastać maliny, jeżyny, jagody i inny krzewy, które są prawdziwym rajem dla zbieraczy.

Po dłuższej chwili dojeżdżamy pod parking przy granicy. Wszyscy w pośpiechu udają się do sklepu. Większość robi tzw. zakupy "kropelkowe", czyli alkoholowe. Ze Słowacji można przywieść praktycznie wszystko w nieokreślonych ilościach. Ja polecam musztardę "horčica", rum "Habanera", wino półsłodkie czerwone "Klástorné", śliwowice "Makovická", piwo Saris, miód leśny, sok malinowy w szklanej butelce, wszelkiego rodzaju żelki oraz czekoladę "Studentská pecet"... Kiedy wszyscy wrócili do autokaru pozostało nam jedynie przejechać przez wspominany wcześniej most i znowu byliśmy na granicy. Nie obyło się bez ponownego zainteresowania celników parą Argentyńczyków, którym zabrali paszporty do wglądu przez innych urzędników. Nikt się tym nie przejął ale nasza Gwiazda w wpadła w panikę co teraz się stanie. Po dłuższej chwili kierowca poszedł odebrać paszporty i wpadając do autokaru wykonał słynny gest "Yes, Yes, Yes", co kompletnie rozbawiło uczestników wycieczki...

Do Zakopanego zostało nam około 30 minut jazdy. Oczywiście wracaliśmy słynną drogą nazywaną przez kierowców "Językami Teściowej", ponieważ jest długa, kręta i ostra. Prowadzi jednocześnie z Zakopanego do Łysej Polany jak i Morskiego Oka. Po drodze kilka osób wysiadło, większość jednak rozstała się przy naszym parkingu "Łukaszówki". Jestem pewna, że nikt nie żałował tego dnia spędzonego na Słowacji, a wszyscy zapamiętają go na zawsze. To kolejne wspaniałe wspomnienia. Bo magii Spiskiego Hradu, "zimnego ciepła" Jaskini Dobszyńskiej Lodowej oraz bogactwa Levoczy nie da się zapomnieć... Większość powiedziała Do zobaczenia w przyszłym roku... Ja również. Po raz kolejny.



CENTRUM IMPREZ I REKREACJI "TATRA TRAVEL" ZAKOPANE
ul. Krupówki 16
34-500 Zakopane
tel. +48 18 20 64 201 begin_of_the_skype_highlighting   +48 18 20 64 201 end_of_the_skype_highlighting
fax: +48 18 20 64 202
http://www.tatratravel.com.pl
e-mail: biuro@cit.zakopane.pl

BILETY WSTĘPU:
Jaskinia: 150 SK - dorośli, 130 SK - studenci, 80 SK - dzieci od 4-15 lat
Zamek: 100 SK - dorośli, 60 SK - dzieci i młodzież oraz studenci na podstawie legitymacji
Kościół w Levoczy: 50 SK - dorośli, 30 SK - dzieci od 6-15 lat i studenci

26

AGH
Akademia Górniczo-Hutnicza
im. Stanisława Staszica
Wydział Geologii, Geofizyki
i Ochrony Środowiska
Katedra Geologii Ogólnej i Geoturystyki
al. Mickiewicza 30,
30-059 Kraków
link: journals.agh.edu.pl/geotour