Relacje z podróży - Azja
Tatopani 25 lat później
Wojciech Biedrzycki 2004-03-01 Galeria
÷Nepal, Himalaje
TATOPANI ( tato = gorąca, pani = woda) była dla nas drogowskazem przed ćwierćwieczem, ostatnio stała się również tematem naszego zainteresowania. Tym razem do Nepalu wyruszyliśmy we trójkę: moja żona Katarina, mój siedemdziesięciopięcioletni przyjaciel i zarazem opiekun medyczny - Gienek i ja. Tak się złożyło, że czas naszego wyjazdu do Nepalu - rok 2002 nie tylko pokrywał się z tybetańskim Rokiem Konia (ten dotyczył Katariny),lecz został także ogłoszony przez ONZ jako Międzynarodowy Rok Gór, oraz (tym razem zupełnie przypadkiem) wypadała w nim 25 rocznica przeprowadzenia wymyślonej i kierowanej przeze mnie I Polskiej Wyprawy Geologicznej w Himalaje Nepalu (to dotyczyło również Gienka - lekarza dawnej wyprawy).
Celem ówczesnej wyprawy było zbadanie naturalnych wycieków
wód termalnych w dolinie rzeki Kali Gandaki (Czarna Rzeka). Uczestnicy
wyprawy przebyli pieszo, wraz z towarzyszącą karawaną koni (później
mułów) szlak od Pokhary przez Gorepani (Końska Woda) - przełęcz w
Himalajach Niskich do Tatopani. Głównym terenem badań, przede wszystkim
geofizycznych, była wieś Tatopani, znana z wycieków wód termalnych.
Część badaczy udała się w górę rzeki, aby pobrać próbki wód i skał do
dalszych analiz i wyciągnięcia wniosków naukowych. Dotarli do świątyń
Muktinath i później ruszyli w kierunku przełęczy Thorong. Wody termalne
dosyć często występują w Himalajach, szczególnie w strefach głębokich
spękań tektonicznych, spowodowanych naporem płyty indyjskiej na
kontynentalną płytę euroazjatycką. Wnioski, po laboratoryjnym
przebadaniu kilkudziesięciu próbek wód, kilkudziesięciu próbek skał (Bogacz W., Kotarba M., 1981; Kotarba M., Sokołowski A., Bogacz W., 1981; Bogacz W., Kotarba M., Sokołowski A, 1981) oraz opracowaniu wyników pomiarów geofizycznych (Biedrzycki W. et al, 1984) zostały opublikowane (Biedrzycki W.,1978; Biedrzycki W., 1980 ; Biedrzycki W., 1981) w czasopismach krajowych i zagranicznych. Opracowanie wyników prac wyprawy zostało przekazane władzom Nepalu (Kotarba M. et al., 1979). Wówczas sformułowana konkluzja brzmiała:
obszary występowania źródeł w Tatopani (Kali Gandaki i Beni) mogłyby w
perspektywie służyć zlokalizowaniu tam obiektów balneoterapeutycznych.
Poważne trudności, przede wszystkim transportowe, brak prądu
elektrycznego, następnie problemy technologiczne ujęcia wód związane z
ochładzaniem tych wód do temperatury wymaganej przez terapie, to
czynniki, które uniemożliwiają realizację obiektów balneoterapeutycznych
w chwili obecnej. Tym bardziej, że dotyczy to kraju o takim poziomie
gospodarczo - technologicznym jak Nepal (Biedrzycki W.,1981).
Na prawym brzegu Kali Gandaki, tuż ponad Tatopani wznosi się strome zbocze góry Kimla Kharka. W czasie naszego pobytu przed dwudziestu pięciu laty mieszkańcy wioski zaniepokojeni istnieniem głębokich rozpadlin w zboczu poprosili nas o opinię na temat możliwości obsunięcia się ziemi. Nie wykluczyliśmy takiej możliwości, biorąc pod uwagę znaczne obciążenie gruntu po jego nasyceniu wodą w czasie długotrwałych i obfitych opadów monsunowych. Tymczasem rzeczywista katastrofa miała przyjść z innej strony. W 1998 roku po drugiej strony rzeki, trochę poniżej wioski, w wyniku powyżej opisanego mechanizmu, powstało potężne osuwisko ziemne, które zablokowało bieg rzeki, podnosząc jej poziom do tego stopnia, że woda zalała wioskę utworzywszy na jej miejscu jezioro. Tatopani było pod wodą przez około siedem miesięcy, po czym tamę przerwano i wody "spłynęły". Rwący nurt rzeki porwał część terasy rzecznej, na której kiedyś stał nasz obóz (dzisiaj stoi tam hotelik Trekker's Lodge & Restaurant otoczony uroczym ogrodem, skąd prowadzi ścieżka do basenów termalnych). Po przywróceniu normalnego biegu rzeki miejscowość została uporządkowana i odbudowana. Ulicę wybrukowano, rynsztoki przykryto płytami kamiennymi, standard wielu hoteli i pensjonatów nie odbiega od poziomu, który można spotkać na Thamelu - dzielnicy turystycznej Kathmandu. Wycieki wody termalnej na brzegu Kali Gandaki zostały na nowo ujęte i ocembrowane , a woda skierowana do basenów kąpielowych, których dno wyłożono płytami marmurowymi. Dwa baseny, stragan spożywczy, prysznice, przebieralnie i zadaszone miejsce wypoczynkowe stwarzają dogodne warunki rekreacji za niewielką opłatą pobieraną przez miejscowy "komitet kąpieliskowy". Komitetem tym skutecznie kieruje człowiek (Devendra Bhattachan), który pod koniec trwania naszej wyprawy odkupił od nas część sprzętu biwakowego, organizując karawanę tragarzy aż do miejsca, gdzie załadowaliśmy samochód wyprawowy.
Opinia
wyrażona powyżej o trudnościach technologicznych Nepalu nie przetrwała
próby czasu. Ostatnio mam szczęście bywać częściej pod Himalajami i
obserwować rozwój cywilizacyjny tego kraju. Po pierwsze wybudowano w
ciągu dwudziestu pięciu lat więcej dróg z powierzchnią asfaltową niż w
Polsce dróg szybkiego ruchu (nie mówiąc o autostradach!), korzystając z
prymitywnych środków technicznych i takiejż siły roboczej. Po drugie,
wzdłuż popularnych szlaków turystycznych wybudowano dziesiątki małych
elektrowni wodnych, które dostarczają energii elektrycznej do miejsc, w
których mieszkaniec Europy nie spodziewałby się elektryczności spotkać.
Transport (np. teleskopowo składanych słupów, po których poprowadzone są
linie sieci energetycznej) odbywa się w dużej mierze na grzbietach
mułów lub na plecach ludzi, przenoszących nieprawdopodobne nawet (pod
względem wielkości lub masy) ładunki od miejsc, gdzie można je
dostarczyć transportem kołowym czy lotniczym. I wreszcie po trzecie, w
związku z katastrofalnie postępującą deforestracją podnóży Himalajów,
skonstruowano nowy typ pieca z przewodem kominowym, w którym racjonalnie
zagospodarowana jest energia cieplna. Piece te zastąpiły trójnogi, pod
którymi rozpalano prymitywne ogniska w kurnych chatach. Coraz częściej
drewno jako paliwo jest zastępowane naftą i gazem płynnym, dostarczanym w
butlach. W najmniejszych nawet górskich wioskach, z inicjatywy
mieszkańców buduje się ujęcia bieżącej wody, doprowadzanej ze źródeł lub
potoków górskich. W wioskach, które odwiedzałem kilkakrotnie,
zauważyłem pozytywne zmiany w dziedzinie sanitarnej (ustępy, usuwanie
odpadków). Nie do przecenienia jest rola takich instytucji jak np.:
| ACAP - Annapurna Conservation Area Project jest największym przedsięwzięciem w ramach niedochodowej, pozarządowej organizacji ochrony środowiska im. Króla Mahendry, działającej pod zarządem miźdzynarodowym. Głównym celem ACAP-u jest ochrona środowiska naturalnego przy równoczesnym rozwijaniu aktywizacji społeczności lokalnych. Terytorium, na którym ACAP rozwija swoją działalnośź zajmuje obszar 7629 km2 i jest zamieszkałe przez 120 tys. ludzi należących do dziesiźciu grup etnicznych i kastowych. Obszar ten charakteryzuje siź dużym zróżnicowaniem klimatu: od subtropikalnego do wysokogórskiego (arktycznego), suma opadów od 100 mm do 5000 mm rocznie. Niesłychanie bogaty jest świat roślinny i zwierzęcy. Po szlakach turystycznych wędruje rocznie około 78 tys. turystów i drugie tyle osób obsługujących ruch turystyczny. Kwoty uzyskane ze sprzedaży biletów wstępu (w roku 2002 - 2000 rupii nepalskich od osoby) są przeznaczone na programy edukacyjne dla dzieci i dorosłych, wzmocnienie lokalnych instytucji samorządowych, budowę infrastruktury, rozwój lokalnych źródeł zarobkowania oraz zachowanie dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego. |
Po
dwudziestu pięciu latach nasz mała "wyprawa" z Tatopani ruszyła w górę
biegu rzeki Kali Gandaki. Od miejscowości Ghasa rozpoczynała się kraina
zamieszkała przez Thakalów - lud pochodzący z Tybetu i od lat zajmujący
się handlem solą, hodowlą koni i karczmarstwem. Począwszy odtąd w górę
spotykaliśmy coraz liczniejsze świątynie buddyzmu tybetańskiego - gompy i oznaki wyjątkowej religijności miejscowych ludzi: czorteny - kapliczki, mury układane z kamieni mani z wyrytymi na nich mantrami,
flagi, chorągiewki i młynki modlitewne. W bardziej znaczących
świątyniach, na przykład w Tukuche i Marphie dosyć często odbywają się
barwne festiwale - tańce, procesje i inne formy obrzędów
religijnych związanych z tybetańskim kalendarzem liturgicznym. Marpha
słynie ze swoich sadów jabłkowych i morelowych. Dojrzewają tutaj dorodne
okazy odmian starking i golden delicious. Jabłka stąd są
rozprowadzane po całym Nepalu, przy czym cena ich wzrasta
proporcjonalnie do odległości, którą przebyły od Marphy. Zarówno w
Marphie jak i w Tukuche funkcjonują destylarnie alkoholu produkowanego z
wyhodowanych tutaj owoców. Drugim takim miejscem, w którym dobrze udają
się jabłka i morele jest Kagbeni (2800 m n.p.m.) - zielonozłota oaza w
smaganej wichrami Wyżynie Tybetańskiej. Nasz szlak prowadził do
Muktinath - zespołu świątynnego położonego na wysokości ok. 3750 m
n.p.m. Jest to jedno z najświętszych miejsc na półwyspie indyjskim,
czczonym zarówno przez hinduistów, jak i buddystów. Największa ze
świątyń Vishnu Mandir jest poświęcona bogowi Wisznu, nieopodal znajduje
się szereg wycieków wody termalnej (podobno jest ich 108), a w
sąsiedniej świątyni Jhollo Muki Gompa płonie płomyczek gazu traktowany
jako wieczna lampka motywna. Zarówno wody, jak i gaz były obiektem badań
naukowców z naszej wyprawy sprzed ćwierć wieku. Wątły płomyczek gazu
jest ogrodzony od tego czasu gęstą siatką, aby kolejnemu badaczowi nie
wpadło do głowy jego zgaszenie, celem pobrania próbki gazu.
Z Muktinath, a właściwie z wioski Ranipauwa, leżącej u stóp kompleksu
świątynnego usiłowaliśmy wyjść na "najbardziej rozległą" przełęcz
himalajską Thorong La (5416 m) aby nacieszyć się widokami na stronę
Mustangu i Manangu. Na samą przełęcz nie dotarliśmy, więc nie
spojrzeliśmy w stronę Manangu, natomiast zmieniające się obrazy Baragaon
(część okręgu Mustang) towarzyszyły nam przez pół dnia, gdy
schodziliśmy do miasteczka - fortecy Kagbeni, leżącego w widłach Kali
Gandaki (tutaj zwanej Thak Khola) i Jhong. Od administracyjnej stolicy
okręgu Mustang (oprócz nominalnie samodzielnego królestwa Mustang,
zwanego obecnie Mustangiem Górnym, w jego skład wchodzą: Baragaon,
zamieszkały przez Tybetańczyków i Panchgaon zamieszkały przez Thakalów)
Jomosom, w stronę północną rozpościera się surowa, smagana codziennymi
wiatrami, półpustynna kraina Tybetu.
W
drodze powrotnej znowu zatrzymaliśmy się w Tatopani, gdzie korzystaliśmy
z dobrodziejstw kąpieli termalnych. Po opuszczeniu tego wspaniałego
miejsca nie wracaliśmy do Pokhary przez Beni, Baglung, Kusmę i Karkinetę
jak przed laty (tym bardziej, że naszą wędrówkę rozpoczęliśmy teraz z
Beni, dokąd dotarliśmy z Pokhary taksówką), lecz wyszliśmy na przełęcz
Deorali (3010 m n.p.m.) w paśmie Himalajów Niskich. Stąd wędrując przez
pierwotną puszczę trafiliśmy do Ghandruku a później do Birethanti w
pobliżu drogi kołowej, gdzie naszą podróż "wspomnieniową" zakończyliśmy.
Informacje praktyczne:
Szlak Kali
Gandaki jest częścią bardzo popularnej drogi dookoła Annapurny, którą
co roku przemierza tysiące turystów. Ten odcinek prowadzi przez
malowniczą dolinę "Czarnej rzeki", bo tak brzmi po polsku nazwa Kali
Gandaki. Rwąca, górska rzeka wyżłobiła przełom pomiędzy masywami
Dhaulagiri i Annapurny, osiągając najgłębszą w świecie deniwelację
względem obu ośmiotysięczników rzędu 6300 m. w okolicach wioski
Pairothapla. Na odcinku około 20 km spadek rzeki osiąga 1200 m.
Do Nepalu można się dostać drogą lotniczą przez Wiedeń (cena ok.890
USD), przez Amsterdam (ok. 790 USD) lub przez Moskwę do Delhi (ok. 618
USD), a stąd drogą lądową do Pokhary w Nepalu. Najlepszy okres: druga
połowa października do połowy grudnia. W miesiącach jesiennych:
październiku i listopadzie wypadają dwa ważne święta Dasain
(kilkunastodniowe) i Tihar (kilkudniowe). Należy zorientować się kiedy
święta wypadają, gdyż mogą być kłopoty z transportem drogowym (początek i
koniec świąt), również biura i urzędy państwowe przez większość tych
dni świątecznych są nieczynne. Dlatego pozwolenia i bilety do ACAP-u
może lepiej załatwiać w Kathmandu. Adres: ACAP, Sanshay Kosh Building,
Tridevi Marg - Thamel. W Pokharze: Lakeside, w pobliżu Champing Chowk.
Wyprawa została zorganizowana w 1977 roku przez Krakowski Oddział
Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk o Ziemi, który dotował połowę
kosztów poniesionych w kraju oraz sfinansował część kosztownych badań
laboratoryjnych i trwała od poczatku października do końca grudnia. W
Nepalu spędziliśmy czas pomiędzy 4 listopada i 9 grudnia. Protektorat
nad wyprawą przyjął Zarząd Główny Stowarzyszenia Inżynierów i Techników
Przemysłu Naftowego w Polsce i działała pod auspicjami Polskiego
Komitetu do spraw UNESCO.
Udział wzięli: Wojciech Biedrzycki,
Wiesław Bogacz, Grzegorz Bojdys, Maciej Kotarba, Włodzimierz Jerzy
Mościcki, Wincenty Smolak - wszyscy z Akademii Górniczo-Hutniczej oraz
Marian Śmiałek z Biura Projektów Górniczych w Krakowie, Andrzej
Sokołowski z Biura Projektów "Balneoprojekt" w Warszawie, Eugeniusz
Kołodziejczyk - lekarz, Władysław Kopeć z PGN - "Geofizyka" w Krakowie -
kierowca-mechanik.

Relacje z podróży 
