Geoturystyka

Relacje z podróży - Ameryka północna

Otwórz oczy ... ALASKA

÷USA, Alaska

Kirima
Na Kirimę zwracam uwagę zupełnie przypadkowo i to dopiero wtedy, gdy mówi, że jej imię oznacza wzgórze. A w jakim języku? A w języku inupak. A kim ona jest? Innuitką. Właściwie gdyby wtedy powiedziała, że kosmitką - brzmiałoby to tak samo niezrozumiale. Ale wygląda normalnie. Że nie jest biała wiedziałam od razu, ale tu sporo różnych ras. Na tyle sporo , żeby na tę odmienność w ogóle nie zwracać uwagi. Niemniej ta Innuitka mnie zaintrygowała. Nie śmiem zapytać kto do do licha jest Innuita , bo dowcipy na temat tego gdzie jest "Poland" i co to takiego jeszcze wciąż tkwią we mnie głęboko. Więc niewinnie zagaduję Kirimę gdzie mieszka i takie tam. Mam wrażenie , że w jej spojrzeniu jest odrobina rozbawienia. Wreszcie mówi , że mieszka w Kikiktagruk. Ki diabeł...
Następnego dnia Kirima przychodzi w kurtce z kapturem obszytym futrem, a ja jestem mądrzejsza o kilka godzin spędzonych na surfowaniu w internecie. I już wiem, w którym kościele dzwoni. Kirima jest Eskimoską. Nie mogę uwierzyć własnemu szczęściu...
Kolejne miesiące spędziłam u boku mojej egzotycznej znajomej , która wprowadziła mnie w lodowaty świat eskimosi. Co za piękny świat...

Co to ta Alaska?
Alaska jest najwcześniej zaludnionym obszarem obu Ameryk , gdyż prawdopodobnie już 40 000 lat p.n.e. dotarli tu ludzie. Cztery ich grupy zajęły ściśle określone terytoria : Atabaskowie poszli w głąb kraju, Aleuici zajęli wyspy, Indianie z rodu Tlingit zamieszkali na cieplejszych terenach południowego zachodu, gdzie nietrudno było o pożywienie, a wybrzeże północno -zachodnie opanowali Eskimosi. Potomkowie tych plemion żyją na Alasce do dziś, niekiedy zachowując tryb życia praprzodków.
W 1741 roku duński odkrywca Vitus Bering, który żeglował pod banderą cara Rosji zakotwiczył przy Przylądku Księcia Walii (Prince William Sound) i jako pierwszy przedstawiciel rasy białej postawił stopę na alaskiej ziemi. Nie dożył powrotu do Rosji, ale jego załoga rozgłosiła, że w przybrzeżnych wodach Alaski żyją liczne wydry morskie i norki, których futro doskonale nadaje się na futrzane czapki. Rosjanie, a później również Brytyjczycy i Hiszpanie zmuszali Aleutów do polowań na wydry. W roku 1799 kolonie wydr były zdziesiątkowane, a Rosjanie dotarli aż po dzisiejsze Sitka.
W latach 60. XIX wieku Rosja nękana problemami gospodarczymi , sprzedała Alaskę Ameryce. W1867 r. sekretarz stanu William Seward kupił Alaskę za sumę 7 200 000, a tę niepopularną transakcję określono jako "szaleństwo Sewarda" .Wkrótce jednak Alaska okazała się i to dosłownie, prawdziwą żyłą złota. Złoto odkryto 1880 r. w Juneau, 18 lat później niedaleko Nome nad cieśniną Beringa, a następnie 1902 r. koło Fairbanks. Ponieważ pracowały tu już tartaki i spółki rybackie, rząd zaangażował się w sprawy nowej ziemi poważniej. W 1912 r. ustanowiono tzw. terytorium Alaski, które w 1959 r. zostało przemianowane na 49. Stan USA.
Kolejny okres rozkwitu gospodarczego nastąpił po odkryciu ropy naftowej u wybrzeży Morza Arktycznego, w zatoce Prudhoe. W połowie lat 70, poszukiwacze przygód wyruszyli na Alaskę, by zbudować rurociąg transalaski, który prowadzi do Valdez. Mimo wahań cen do dziś Alaska czerpie około 85 % swych dochodów z ropy naftowej i gazu ziemnego, a każdy z mieszkańców otrzymuje średnio 1000 $ dywidendy rocznie.

Klimat polarny
Klimat polarny , który opanował Antarktykę i Arktykę to najsurowszy klimat na kuli ziemskiej. Sprawiają to głównie niskie temperatury powietrza, silne wiatry i burze śnieżne . Przeciętna temperatura Antarktyki to w zimie -60 , -70 stopni Celsjusza , w lecie zaś słupek rtęci (?) waha się pomiędzy -30 , a -50. Klimat Arktyki zależy od szerokości geograficznej oraz położenia względem dużych zbiorników wodnych, ale nie odbiega wiele od południowych terenów. Najniższe temperatury to ok -70 ( teren Jukonu, w Jakucji i Grenlandii). Dodatkowo życie utrudniają tu długie zimy, oraz krótkie lata. To wiąże się z małą ilością światła, a to oczywiście wpływa i na faunę i na florę.

1Same - choćby najciekawsze - opowiadania i zdjęcia nie wystarczą, by poznać to co najważniejsze - ludzi i ducha tamtych terenów. Do tego niezbędna jest jednak wyprawa. I tak oto dzięki mojej nowej znajomości wyruszam w podróż na Alaskę. Najpierw do Anchorage. Potem jeszcze dalej.

Inupiak
Arktyczny rejon Alaski został zasiedlony przez Eskimosów , którzy nazwali się Inupiak. Wybrali tamte tereny sadowiąc się w kilkunastu osadach (obecnie wsiach) rozmieszczonych ze względu na łatwość połowu fok, morsów, wielorybów czy też niedźwiedzi polarnych.


W drodze staram się nerwowo wypytać Kirimę o wszystko, co dotyczy jej ziomków. Wprawdzie już samo obcowanie z nią mówi mi wiele o ich wrodzonym spokoju i stoicyzmie, o pogodzie ducha, wesołym usposobieniu, o gościnności i jakiejś... łagodności. Ale chciałabym wiedzieć więcej. Najlepiej wszystko - zanim dotrzemy na miejsce.
Wszystkiego to ja nie wiem - śmieje się Kirima, która zwykle śmieje się zanim odpowie na jedno z moich pytań , co budzi we mnie podejrzenia , że pytania te muszą wydawać się jej nieco naiwne - ale czego ja ci nie powiem , powiedzą moi rodzice. Oni są bardzo przywiązani do tradycji.
Wyczytałam , że Eskimosi zwani Innuitami to właściwie Innuici , którzy później nazwani zostali Eskimosami przez białych. I, że są ludnością zamieszkującą północne wybrzeża Ameryki Północnej , północno-wschodni skraj Syberii oraz wschodnie i zachodnie wybrzeża Grenlandii. Że generalnie mieszkać mogą tylko tam gdzie jest woda , gdyż rybołówstwo i łowiectwo to ich główne zajęcia.
Nie przesadzaj z tym czytaniem - śmieje się moja współpodróżniczka - przecież mamy XXI wiek. Ja nie poluję tylko studiuję marketing w Nowym Jorku. I większość mojej rodziny , moich znajomych nie zajmuje się przecież polowaniami. Mają te polowania we krwi to fakt, ale żyją jak inni ludzie , pracują , mają własne biznesy. Nie mieszkają też w igloo więc się nie rozczaruj...
Wyczytałam, że posługują się językami należącymi do rodziny eskimo-aleuckiej i, że jest to rodzina obejmująca dwie podrodziny: eskimoską, dzielącą się na 4 grupy: azjatycką, alaskańską, kanadyjską i grenlandzką; oraz aleucką, z językami unalaska i atka. Mówi nimi ok. 112 tys. ludzi na Płw. Czukockim, Wyspie Beringa, Alasce, Grenlandii i w Kanadzie. W przyszłości miałam się przekonać o tym o czym Kirima mówi wielokrotnie - ich język jest piekielnie trudny. Nie zdołałam powtórzyć nawet najkrótszego zdania. A co dopiero zapamiętać. 

2Jesteśmy w Ancorage. Stąd wewnętrzne linie zabiorą nas do miejscowości, w której urodziła się Kirima.

Kikiktagruk i głupi dowcip o Eskimosach Kotzeube znajduje się około 26 mil za kołem podbiegunowym na północno-zachodniej Alasce. Nie ma drogi dojazdowej, a panoszy się na na 3 milowym cyplu otoczonym wodą ( zwykle zamarzniętą). W ogóle wody tu sporo, bo niedaleko Morze Czukockie i cieśnina Beringa , a tu cieśnina Kotzeube i trzy rzeki Noatak, Kobuk oraz Selawik. Miasteczko króluje nad 11 innymi wioskami gdyż jest największe i zamieszkuje je około 3000 ludzi. Jak i w pozostałych miejscowościach tego regionu tak i tutaj 70% mieszkańców to Eskimosi.

Na cypel natknął się eksplorujący w 1818 roku Rosję Otto von Kotzebue. Stąd nazwa. 

3Kiedy wychodzę z samolociku, który przywlókł się tu z Anchorage w głowie błyszczy bardzo dawno zasłyszany dowcip:
"Przychodzi eskimos do baru i mówi:
- Kelner, whisky!
- Z lodem?
- Nawet mnie nie wku...aj!"

Tu jest po prostu strasznie biało. Już wiem dlaczego Eskimosi mają w swoim skomplikowanym języku ponad sześćdziesiąt określeń na śnieg.
Samochodem dostajemy się do centrum. Rzeczywiście - gdybym spodziewała się osady pełnej białych igloo, karibu, i odzianych w skóry tubylców z dzidami, mogłabym się rozczarować. Miasteczko jest jak to z "Przystanku Alaska" . Są drewniane domki, bary , sklepy, kościoły. Nawet posterunek policji jest. Wygląda zwyczajnie. Natomiast nadzwyczajni są ludzie. Przez kolejne tygodnie poznaję rodzinę i przyjaciół Kirimy. Potem jej znajomych i nieznajomych. Jestem zafascynowana ich gościnnością i otwartością. Z pewnością dociera tu mniej turystów niż gdziekolwiek indziej i to daje mi większe szanse na miłe przyjęcie. Ale pomijając tę dogodność myślę, że zawdzięczam to po prostu naturze Eskimosów. Ich gościnność mnie rozbraja. Kikiktagruk - tak nazywają tę miejscowość rodowici Eskimosi w języku inupaq. No więc gościnność Kikiktagruk mnie rozbraja.
To kwestia tradycji - mówi ojciec Krimy , który pomimo swoich 60 , dzięki wspaniałej sylwetce i ogorzałej twarzy wygląda na 40 - wyobraź sobie wędrowca , który wraz ze swym zaprzęgiem przemierzywszy dziesiątki mil wieczorem dotarł do wioski potrzebując noclegu. Odmowa oznaczała śmierć. Gość w domu - to uratowane życie.

Pod względem antropologicznym Eskimosi należą do żółtej odmiany człowieka; przeważa typ arktyczny o niskim wzroście, oliwkowożółtej barwie skóry, ciemnych, prostych włosach i wydłużonej czaszce; u Eskimosów grenlandzkich występują niekiedy jasne włosy i niebieskie oczy.

Rodzina Kirimy jest typowa - ojciec ma sklep , mama uczy w szkole. Mają trójkę dzieci. Kirima jest najstarsza, młodsze siostry to Shila ( Płomień) i Niguaq (Tęcza).Tato Kirimy owszem poluje z innymi, ale raczej nie w tym okresie Nawet gdy jedziemy polować w głąb lądu nie budujemy igloo - muszę cię rozczarować. Ale o ile mi wiadomo na tych terenach w ogóle moi przodkowie nie budowali tego typu schronień , bo tu jest zbyt ciepło. Wprawdzie przy rekordowych mrozach mamy i ponad - 40 stopni Celsjusza, ale średnia to około 20 - 25 stopni poniżej zera. Mój pradziadek mieszkał na terenie Kanady - więc oni tak... Tak naprawdę wy biali przeceniacie zalety igloo - cieplej tam było niż na zewnątrz to prawda, ale tylko o tyle, że nie wiał wiatr. Dzisiejsze dobre namioty są o wiele lepsze.
Rodzice Kirimy potrafiliby jednak zbudować igloo. Gdyby chcieli. Ich dzieci już tego nie potrafią. I jest to trochę... smutne.
Za to mają najprawdziwszego alaskana malamuta jak przystało na ludzi , którzy właściwie wyhodowali tę rasę. Malta jest przyjacielskim, wielkim jak pół cielaka psem , który nie da sobie w kaszę dmuchać. Zwłaszcza mnie. Za pana domu oddałaby życie i najpiękniejsze dni dla nich obojga to te, gdy ruszają razem na polowanie.

Psy rasy alaskan malamut pochodzą z okolic zatok Nortona i Kotzebue, a ich nazwa Mahlamuts oznaczało kiedyś samych Innuitów. Od zawsze była to rasa użytkowa niezbędna plemionom do rybołówstwa, polowań, do transportu. Klimat, ciężka praca itrudne warunki życia spowodowały selekcję , która doprowadziła do przetrwania tylko najlepszych , najsilniejszych psów. Malamuty były Eskimosom niezbędne do przeżycia i wiedząc o tym Innuici od zawsze bardzo cenili i szanowali swoich czworonożnych pomocników. Do tej pory trudno wyobrazić sobie żyjącego w klimacie polarnym człowieka bez psa .

Żyć w zgodzie ze wszystkim
W Kotzeube jest kilka kościołów różnych wiar. Sądząc po ilości odwiedzających "nas" przedstawicieli różnych wiar - wojna o dusze tu trwa. Wiadomo także , że do serca Eskimosa najlepiej trafiać bezpośrednio. Jak nikt cenią oni sobie bowiem bezpośredni kontakt z człowiekiem..Wieczorne spotkania, zebrania, dyskusje i tańce są tego dowodem. Moja nowo poznana rodzina pozostaje jednak głucha na wołania tutejszych pasterzy. Rozmowa o religii wprost na się nie udaje. Ja nie mam odwagi zapytać , oni nie kwapią się z wynurzaniem na ten temat. A jednak raz najmłodsza Shila w czasie rozmowy o ich psie mówi , że ma on duszę czystą jak styczniowy śnieg.
Czy twoje psy mają duszę? -pyta mnie nagle i muszę odpowiedzieć, że tak. Chociaż moja religia nie uznaje dusz zwierzęcych - dodaję. O to ciekawe - dziwi się Shila - u nas duszę ma każdy człowiek i każde zwierzę. I niektóre przedmioty.
Innym razem rozmawiamy o duchach i dowiaduję się , że wiara w życie pozagrobowe i to zarówno to dobre jak i złe te jest elementem religii moich rozmówców. Karima nie chce ze mną rozmawiać na ten temat.
Wy Europejczycy w swoich religiach za najważniejsze uznajecie poświęcanie się dla drugiego człowieka. W mojej filozofii życiowej jest życie w zgodzie. Z człowiekiem, zwierzęciem, naturą. Ze sobą. O czym tu rozprawiać.

Co robić w pobliżu koła podbiegunowego? 

4Jeżeli Alaska to czysta natura, to tereny na których teraz przebywam są tej natury sercem. Pomimo, iż miasteczko jest spore nie da się zapomnieć , że znajduje się ono gdzieś na krańcach świata. Niezapomniane wrażenia dostarczy wrażliwcom przyrodolubnym.. Te krajobrazy, zwierzęta, przestrzenie. Woda, niebo i wszędzie horyzonty. No , ale dostać się gdziekolwiek trudno inaczej niż za pomocą "powietrznej taksówki" Dzięki niej można np. dostać się do Doliny Kobuk. Czy do Rezerwatu Selawik (Selawik National Wildlife Refuge) .Widoki niezapomniane , a w okresie letnim można i na rowerze i połowić i powspinać się nawet... tyle, że potrzebne są pozwolenia. Do zdobycia bez problemu acz za odpowiednią opłatą. Są tu też "bardzo dziwaczne" dla Amerykanów , a dla Polaków jakby znajome wydmy piaskowe. Warto zobaczyć. W ogóle na Alasce warto patrzeć. Można całe ( niesamowicie krótkie zimą ) dnie, a przy dobrym przewodnictwie i noce spędzić na łonie natury . Przy odpowiedniej ilości czasu oraz cierpliwości i odporności a temperatury zobaczyć to, z czego Alaska słynie - rajskie obrazki łączące tutejszą faunę i florę . Można też skoczyć do pobliskiego Nome gdzie czekają na turystów psie zaprzęgi , czy przygoda z poławianiem złota, które można spróbować własnoręcznie znaleźć ( jeśli nawet je ktoś złowi to i tak musi sprzedać na miejscu, ale zabawa jest przednia). Z tym , że poławiacze złota mile są widziani w okresie wiosenno-letnim, a amatorzy przejażdżki - w sezonie zimowym. Poza tym w zimie można tu zagrać w golfa na zamarzniętym Morzu Beringa. W lecie za ciężkie pieniądze z jednym z licznych biur podróży ruszyć na polowanie lub połów ryb ( i w Kotzeube i w Nome jest kilka agencji ). Przyjemność upolowania karibu kosztuje od 6000$ wzwyż.
Potem dobrze wrócić do Eskimosów i ogrzać się przy ich całkiem współczesnym kominku w ich całkiem współczesnym domu. Tym bardziej gdy jest to okazja do obejrzenia i wysłuchania opowiadań na temat kultury i tradycji Innuitów.

Parka i kwasy omega 3
Czas spędzony w towarzystwie rodziny Kirimy - długie , ciemne wieczory w czasie których z braku alternatywy siedzieliśmy godzinami gadając - zaowocował moją coraz lepszą wiedzą na ich temat. Wiedzą dość wybiórczą niemniej rodzice Kirimy jak i ona sama zdawali się czerpać dużo przyjemności z tego, że mogą coś objaśnić. Mnie trzeba było objaśniać wszystko.
To po czym przeciętny człowiek poznaje Eskimosa to parka - śmieje się Kirima i przynosi autentyczny , tradycyjny strój - Nawiasem mówiąc nie wiem czy zdajesz sobie sprawę , że samo określenie Eskimos jest dla nas obraźliwe jako, że znaczy "ten który je surowiznę" Przy tym określeniu Inuit znaczący po prostu "człowiek"jest nieco przyjemniejszym określeniem.
Dopiero teraz mi o tym mówi ! Zdążyłam obrazić już pół miasteczka!. Koncentruję się na stroju. Jest piękny - chociaż jak mówi Kirima ubiera go tylko przy okazji świąt i większych uroczystości. Mamy parkę, krótkawe spodnie i kamiki. Pierwotnie parka czyli długa kurtka ze skóry foki czy renifera z kapturem obszyta futrem , wkładana była przez głowę i dla impregnacji smarowana od wewnątrz rybim tłuszczem. Śmierdziało! Współczesna jest oczywiście już nieco inna, niemniej niezastąpiona przy tutejszych temperaturach , a przede wszystkim wiatrach. Kamiki natomiast czyli skórzane buty z długą cholewą, ozdobione futrem są bezbłędnym połączeniem ciepła, elegancji i solidności.
Ojciec Kirimy przynosi zdjęcia z polowań. Gdybym przyjechała w innej porze to kto wie... może jakiś reniferek.
Dowiaduje się za to, że nasz pospolity, mazurski kajak jest wytworem Eskimosów!!!Tzn. Innuitów!!! I że słowo KAJAK jest to nazwą eskimoską. Tzn Innuincką. Świat jest jednak mały. To oni jako pierwsi ( no - ich przodkowie, ale to przecież to samo) wymyślili łódeczkę o konstrukcji, która zapewniała jej lekkość , a co za tym idzie szybkość i zwrotność jakiej nie osiągała żadna inna łódź .Jednoosobowe kajaki służyły do polowań na foki. Oprócz tego także Innuici wymyślili cięższe tzw. umiaki, z których polowano już na większa zwierzynę .Wprawdzie też budowane techniką :drewniany szkielet i nieprzemakalne skóry , były jednak tak skonstruowane , że jedna osoba mogła sterować , a druga zająć się jedynie wypatrywaniem z łodzi grubego zwierza.
Rozmowy urozmaicały nam rozkosze kulinarne. Kuchnia eskimoska jest przepyszna - jeśli lubi się mięso. Bo zwykle tu jest mięso. Karibu, gęś , kaczka i inne ptactwo. Ryby po jakimś czasie mogą zacząć się śnić po nocach.
Foka jest zabroniona , ale przysięgłabym , że jednego wieczoru na kolację...
Nic nie wiem o tym twoim kwasie omega 3 - mówi mama Karimy - to dobre dla mieszkańców metropolii. Ja muszę przetrwać zimę. Ciemną, zimną i śnieżną. To miejsce jest dość daleko od centrum Alaski więc radzimy sobie jak możemy.
Na własne oczy widziałam mięso suszące się na powietrzu. Wygląda upiornie , ale jest przepyszne. I to nieprawda, że nie ma tu owoców. Dodatkiem do każdego dania jest coś na kształt ciepłej konfitury. Świeże warzywa są na wagę złota i nikt tu ich specjalnie nie lubi...

Polowania
Właściwie wszystkie zwierzęta , które tu żyją są pod ochroną. Foki , morsy, niedźwiedzie, wieloryby... Ale nie wyobrażam sobie by nie wolno mi było polować. Polowanie to nie tylko sposób na zdobycie pożywienia czy hobby. Polowanie to my. Inniuci polowali odkąd istnieją , a istnieją dzięki polowaniu. Nigdy nie było nas dużo i nigdy nie zabijaliśmy więcej niż nam było potrzeba. Każde zwierzę , które zabił Eskimos wykorzystane było do ostatka - mięso, tłuszcz, skóra, krew... Nigdy nie zabijaliśmy dla pieniędzy ani dla przyjemności. A potem zaczął polować biały człowiek i wybił wszystko prawie do cna. Bezmyślnie, okrutnie, zachłannie. A teraz nas chcieliby za to ukarać zabraniając nam tego czym żyjemy. I nas oskarżają o to , że w czasach kryzysu zwierzęcego nadal polujemy. Uch... jesteście czasami tacy ... przewrotni.

Eskimosi mają pozwolenie na polowanie nawet na te zwierzęta , które są pod ścisłą ochroną.

Atrakcje Alaski
Nawet największa gościnność ma swoje granice. W drodze powrotnej , która nieuchronnie prowadzi przez Anchorage lub Firebanks można zwiedzić i tamte tereny. Zasadniczo należy skoro się tu jest.
Sezon na Alasce jest krótki i obfity w amatorów tego terenu. Konsekwencją tego stanu rzeczy są trudności z dostaniem biletów czy rezerwacją miejsc ( niejednokrotnie trzeba to robić wiele miesięcy przed planowanym przyjazdem). Jeśli dodatkowo dysponuje się małą ilością czasu i niewielką znajomością terenu najlepiej złożyć swój los w ręce biura podróży. Przynajmniej ten pierwszy raz.
Przy sprawnej organizacji można wtedy wylądować w największym mieście Alaski - Anchorage ( gdzie pamiątki i te rzeczy oraz niezwykle ciekawe muzeum przyrodnicze) , by ruszyć do Talkeetny - niewielkiej miejscowości będącej miejscem spotkań amatorów McKinleya (najwyższy szczyt Ameryki Pn ). Alpiniści podbijają szczyt, turyści mogą przy sprzyjającej pogodzie polecieć awionetką w okolice góry, wylądować u jej podnóża - na lodowcu Ruth, odwiedzić uroczy cmentarz tych, których Mc Kinley pokonał ( m.in. Polaka - Piotra Jankowiaka ), czy porozglądać się po przytulnej mieścince...

5Trzeba być w parku narodowym Denali gdzie na bezkrwawo można upolować niedźwiedzie grizli, renifery karibu, górskie kozice, arktyczne wiewiórki ziemne, wilki i orły przednie . Należy odwiedzić Fairbanks i poznać tam - w Pioneer Park - arcyciekawą historię powstania miasta, odwiedzić rezydencję św. Mikołaja w North Pole ( gdzie Mikołaj czeka na życzenia), muzeum lodowe ( gdzie wszystko z lodu , nawet kieliszki) , przesypać trochę ziemi i znaleźć samorodek wielkości pięści ( ach ten pociąg do hazardu). A później wyruszyć na wyprawę na Koło Podbiegunowe, która żwirową , niewygodną drogą wzdłuż słynnego rurociągu zaprowadzi poszukiwacza przygód w głąb Alaski i pokaże najprawdziwszą tajgę i tundrę , pozwoli przekroczyć rzekę Jukon i poczuć się jak prawdziwy Alaskanin . Koniecznie trzeba odnaleźć miejscowość Nenana i wziąć udział w wieloletniej tradycji - wysłać los z przewidywanym terminem zejścia lodów Alaski. Można wygrać prawie 300 tys.dolarów!
Nie sposób nie udać się w okolice doliny Matanuska ( góry Czugacz ) gdzie przy odrobinie szczęścia można własną nogą nadepnąć na lodowiec. Trzeba zdobyć półwysep Kenai i znaleźć cmentarz prawosławnych, alaskańskich Indian! I oczywiście nie wolno odmówić sobie wizyty w porcie Seward. Stąd można udać się w kilkugodzinny rejs wzdłuż oceanicznego wybrzeża.,by poobserwować lodowce schodzące z gór,oraz zapolować aparatem na foki, lwy morskie, orły bieliki, maskonury, wydry morskie, wieloryby humbaki i orki,a nawet czarnego niedźwiedzia, który gdzieś tam na brzegu...

Cenne znajomości
Szukając tubylca warto pamiętać, że Alaska to nie tylko Eskimosi , którzy zamieszkują tereny nad cieśniną Beringa i Oceanem Arktycznym. (aby ich spotkać trzeba udać się na Północ do miejscowości Nome, Kotzeube czy Borrow), ale także zamieszkujący Wyspy Aleuckie Aleuici, "właściciele" wybrzeży południowego - wschodu Indianie Tlingit, Tsimshian i Haida i wreszcie Indianie Atabaska , którzy opanowali środkową część stanu i południe. 

6Ale oprócz zdobywania nowych znajomości i zwiedzania atrakcji turystycznych przede wszystkim należy spać w górskich domkach, motelach czy w namiotach nad strumieniami, grillować w lesie, łowić ryby , podchodzić wieczorami bobry, spacerować modląc się ,by nie spotkać niedźwiedzia, wąchać , smakować i cieszyć oczy widokami. Rozmawiać z tubylcami, skosztować mięsa renifera i przypomnieć sobie smak prawdziwej borówki Po to jest Alaska.

Kilka tygodni później znajomy barman pyta mnie "na boku" Kim jest Twoja koleżanka Kirima?
Innuitką - odpowiadam niewinnie i z satysfakcją patrzę na jego minę - jest z Kikiktagruk.

Dagmara Babiarz 

26

AGH
Akademia Górniczo-Hutnicza
im. Stanisława Staszica
Wydział Geologii, Geofizyki
i Ochrony Środowiska
Katedra Geologii Ogólnej i Geoturystyki
al. Mickiewicza 30,
30-059 Kraków
link: journals.agh.edu.pl/geotour