Geoturystyka

Relacje z podróży - Ameryka północna

Otwórz oczy...Kraina 81 łańcuchów -IDAHO

÷USA, Idaho

Podróżnik nieumiejący zajrzeć w głąb, taki który zadawala się papką pierwszych skojarzeń nigdy do Idaho nie pojedzie. Bo kilka nieuważnych zdań jakie usłyszy o tym stanie USA to, że jest to kraina rolnicza przodująca w produkcji ziemniaka. Stąd nazywana Big Patato. Na północy Góry Skaliste, na południu dolina rzeki Snake. Rozległa (216 632 km²), słabo zaludniona, (6,04 osoby na  km²), zwykle pola uprawne, krowy, konie i chłopi... Wiadomo jednak, że myślący powierzchownie tracą.
...
1- A tak właściwie to po co my się tu pchamy? Przecież to wygląda jakby bomba walnęła tu kilka dni temu i jeszcze nie zdążyli posprzątać – marudzę jak diabli. Zimno mi. Mam temperaturę i ponury nastrój. A tu w koło jak w jakiejś cholernej czarnej dziurze.

- Milcz!- odpowiada zdecydowanie Gośka prowadząc uważnie samochód – zajmij się czymś, pisz, rób zdjęcia... tylko mi nie jojcz. Poszukaj na mapie jakiegoś kempingu - sama trochę ledwo żyje. Jest już ciemno, a ona prowadzi jedenastą godzinę.

- Jeszcze trzy mile tym pustkowiem i powinno być jakieś miejsce do spania - wpatruję się z nadzieją w malutki trójkącik na naszej mapie.

I tak się wpatruję i wpatruję. Po kolejnych dwóch godzinach jazdy znowu zaczynam natarczywie pytać o przyczynę tych męk. Przecież tu nic nie ma. To jakaś pustynia, którą chyba do rana będziemy tak przed siebie pędzić. I po co?

- Jest tu takie jedno miejsce – Gośka stara się nie zasnąć za kółkiem – które musimy zobaczyć

A co to takiego? Co jest warte ciągnięcia się godzinami tym nieprzyjaznym, wyludnionym, łysym terenem, który nie cieszy ani oka ani ucha? Co kryje ta ziemia, która wygląda jakby od setek lat walczyła sama ze sobą?
Otóż - księżycowe kratery...
...
2Idaho było najpóźniej przez białych odkrytym rejonem do zasiedlenia, jednym z ostatnich włączonych do Unii stanów.  Jego nazwa oznacza w języku pierwotnych mieszkańców „klejnot gór”. Szoszoni z południowych terenów oraz mieszkający na północy Indianie Nez Perce nazywali ten obszar "ee-da-how" przez wiele lat i przez wiele lat korzystali z jego dóbr. Sielanka trwała do czasu gdy w1803 roku prezydent Tomas Jefferson wpadł na pomysł, by nieprzyjazne ziemie Dzikiego Zachodu uczynić przejezdnymi. Postanowił wytyczyć trasę ze wschodu, aż do Oceanu Spokojnego. Sam, z racji pełnionej funkcji, zrobić tego nie mógł, ale mając przyjaciela - podróżnika Meriwether’a Lewisa, bez trudu namówił go do wycieczki. Lewis zaś wpłynął na swojego znajomego Wiliama Clarka. W ten sposób powstała historyczna grupa podróżnicza, która odbyła epokową podróż odkrywczą ze stanu Missouri aż do Oregonu. Wyprawa trwała od 1804 do1806 roku i zakończona sukcesem jest opiewana przez Amerykanów po dziś dzień. A trasę pokonaną w tamtych czasach może teraz przejechać każdy chętny. To w trakcie tej wyprawy biali po raz pierwszy odkryli ziemie obecnego Idaho (w 1805 roku) i wytyczyli drogę osadnikom.

Pięć lat później pierwszy amerykański milioner John Jacob Astor, handlujący sobie spokojnie na co dzień futrami gdzieś w Nowym Jorku, postanowił rozmnożyć swoje i tak liczne dobra. Transportując futra na rzekę Columbia. Chciał do tego celu wykorzystać szlak przetarty przez Lewisa i Clarka, ale realizując plan przekonał się, że Clark mówiąc o najprostszej drodze przez Idaho trochę się przechwalał. Przejazd przez Góry Skaliste był trudny. Dostępny dla samotnych jeźdźców, dla obciążonych ładunkiem wozów nie do przebycia. Ponadto wokoło czyhali, wściekli na coraz liczniej tu się kręcących białych, Indianie i kolejne wysyłane przez Astora ekipy nie potrafiły przedrzeć się przez nieprzyjazny teren. Nie poddając się łatwo, milioner postanowił zamiast górami, przedostać się przez stan doliną. Puścił więc kolejnych ludzi rzeką Snake. Niestety rzeka okazała się nie taka spokojna jak powszechnie uważano i ciężkie łodzie przepłynąć nie zdołały. Upór Astora zaczynał mieć już cechy szaleństwa, a znajomi i współpracownicy powoli zaczynali odwodzić go od pomysłu, gdy wreszcie się udało. Po pierwsze: jeden z posłańców odkrył 20 milowe przejście w górach, które rozwiązało problem transportowy. Został wytyczony tzw. Szlak Oregoński. John Jacob Astor mógł więc nadal pomnażać swoje pieniądze, a tysiące osadników i poszukiwaczy idahowskiego złota znalazło wygodne przejście do stanu. Po drugie, i co dla niektórych najważniejsze,  ekipa eksplorująca dolinę Snake River odkryła  Craters of the Moon.

...
Gośka zaczyna trochę się upierać, żeby po prostu zaparkować przy drodze i się przespać do rana. Mój protest jest znaczący. Zalana księżycowym światłem dziwna kraina wygląda upiornie. Myśl, że w tej poświacie zobaczę czyjąś gębę za oknem sprawia, że jestem całkiem przekonująca. Argumenty, że jesteśmy na terenie wyludnionym i chyba tylko jakiś idiota by tu dotarł o północy, wcale do mnie nie przemawiają. Bóg się nade mną lituje i dojeżdżamy wreszcie (koło 1 w nocy) do jakiejś mieściny. Z mapy wynika, że w promieniu kilkudziesięciu mil nie ma nic innego. Noc. Ani śladu człowieka. Połatane rudery i jeden szczekający pies gdzieś na horyzoncie.  O Matko Święta!

3- Może na tym parkingu – mówi Gosia jakoś słabo, bo na łysym placu stoją dwa tiry. Od biedy można się przytulić. Gdy jednak próbujemy, zza ciężarówkowej zasłonki wyłania się taka gęba, że ruszamy dalej. Już może lepiej poza miastem? Chce mi się płakać. Jesteśmy czternastą godzinę w podróży, brudne, głodne i ledwo żywe, a tu wygląda na to, że tej nocy nie zmrużę oka. I nagle tuż przy wyjeździe z koszmarnego miasteczka widzimy najpiękniejszy, bogato oświetlony znak : „RV Park”. Czyli uratowane! Normalne miejsce do spania! Prysznice! Trawka rośnie, najprawdziwsza, zielona! Jakiś normalny właściciel tych dóbr!

Dosłownie padam na pysk i zasypiam natychmiast. Gośka minutę przede mną.
...
Oczom odkrywców ukazał się niezwykły widok. A wszystko dlatego, że 15 tysięcy lat wcześniej w obecnym Idaho wulkany zaczęły wybuchać i wybuchały tak przez kolejne 13 tysięcy lat. Z przerwami. Później wygasły i zastygły sobie na obszarze 75 mil kwadratowych. (Podobno świadkami ostatnich erupcji byli Szoszoni). Mimo, że nie olbrzymy - wulkany swoją działalnością spowodowały krajobraz iście księżycowy... który jednakowoż wzbudziwszy ciekawość białych odkrywców - przez lata był omijany . Poszukiwacze złota ani życia, nie spodziewali się bowiem wiele po ziemiach tak wytrutych. I słusznie. Dopiero po jakimś czasie - ponieważ szlak został przetarty, a przestrzeń zawsze była w cenie - pionierzy ruszyli na południe Idaho, godząc się na sąsiedztwo nieprzyjaznej lawy zwanej przez nich „wymiocinami diabła”. Jeden z nich, Julius Ceasar Merrill, przybywszy na miejsce w 1864 roku pisał:

4 „Wyludniona, posępna  sceneria.Wszędzie dookoła – jak okiem sięgnąć– masa czarnych skał. Żadnych krzewów, żadnego ptactwa, żadnych nawet  owadów. Wydaje się że nic nie jest w stanie tu przeżyć. Potworna musiała być siła wulkanu, który opanował swą lawą te okolice”. Pomimo wzrastającej liczby okolicznych osiedleńców niewiele się tu działo, aż do 1920 roku , czasu przybycia Roberta Limberta, który przyjrzawszy się ziemi okiem naukowca, ujrzał całe bogactwo terenu. Skłoniło go to do kolejnych dwóch ekspedycji, po których głosił niezwykłość księżycowej krainy w licznych publikacjach. W czasach, gdy wartość ziemi mierzyło się albo zawartością w niej złota albo jej płodnością Limbert przekonywał o plusach miejsca, które nie było niczym innym jak monotonną, łysą, ciemną i nieurodzajną  przestrzenią . Naukowiec, wbrew powszechnemu sceptycyzmowi twierdził, że teren ten, choć dziś niedoceniany, z pewnością będzie kiedyś atrakcją turystyczną. Jego wysiłki nie poszły na marne. Zainteresowanie wzrosło, wskutek czego geolodzy, jak Harold Stearns przybyły w te okolice niedługo później, zaczęli walczyć o ich ochronę i ustanowienie pomnikiem narodowym. Stearns walkę wygrał w 1924 roku. Oryginalność okolicy docenili też astronauci Apolla (Alan Shepherd, Edgar Mitchell, Eugene Cernan i Joe Engle), którzy w 1969 tu właśnie pogłębiali wiedzę przed wyprawą na księżyc. Aktualnie Craters of the Moon jest jednym z najczęściej odwiedzanych rezerwatów przyrody. Co za tym idzie zwiedzać go można po uiszczeniu opłaty i w ściśle określonym porządku. Ale warto. Zwłaszcza pozbawiony atrakcji powulkanicznych we własnym kraju Polak, nie będzie zawiedziony.
...
Rano budzi mnie telepawa. Jest zimno jak diabli, a moja gorączka wcale nie minęła. Ledwo żyję i na myśl, że mam wstać robi mi się bardzo źle. Znowu wszystko na siebie bierze Gośka. Wyłazi ze śpiwora i włącza ogrzewanie w Kiciuni. Potem podjeżdża pod samiutką łazienkę, której nie zdążyłyśmy wczoraj obejrzeć. Otwiera drzwi i sprawdza czy jest ciepła woda. Zwabiona okrzykami zwlekam się i ja. Ludzie – nie do wiary! Łazienka rozmiarów mojego mieszkania, z wykładziną, włączonym kaloryferem i wodą o temperaturze bliskiej wrzenia. To nie jest zwykłe pomieszczenie do porannych ablucji. To raj. Nigdy nie przypuszczałam, że pojmę filozofię nagrody za dobre życie, trzęsąc się z zimna, gdzieś w zapomnianej części Idaho, w zabitej deskami miejscowości, pod kiblowymi drzwiami kempingu.  
...
5Rezerwat leży 160 mil od stolicy stanu Boise, po północnej stronie rzeki Sanke. Prowadzą tu trzy drogi 20, 26 i 93 i jadąc w te okolice trzeba być przygotowanym na wielogodzinną drogę pustkowiem. Warto zaopatrzyć się przedtem w benzynę i artykuły podstawowej potrzeby. Na lawie niewiele rośnie. Jednym z najbliżej leżących miast w którym można postarać się o wikt, a także, w razie potrzeby, przenocować jest Arco. Arco trzeba odwiedzić ze względu na jego historię - nie wygląd. Na pustynnej przestrzeni pomiędzy Arco, a Idaho Falls znajduje się uruchomiony w 1949 roku instytut badawczy obecnie zwany Narodowym Laboratorium Idaho. To tu właśnie w 1949 roku  powstał pierwszy na świecie  reaktor jądrowy do zastosowań komercyjnych. Jednocześnie reaktor ten też jako światowy pionier dostarczył energii elektrycznej – 20 grudnia 1951 r. o godz. 13.23 zapaliły się cztery 200 W żarówki. Natomiast prezentacją działań kolejnego stworzonego tu reaktora tego typu, było oświetlenie w 1955 roku miasta Arco. I właśnie to miasto jest korzystającym w całości z energii jądrowej. Miasteczko okres świetności ma dawno za sobą – zarówno naukowcy pracujący w Instytucie jak i co żywotniejsi mieszkańcy wybrali niedalekie, o wiele bardziej atrakcyjne Idaho Falls - mówi Joan, która na co dzień pracuje w tutejszej stacji benzynowej - Ale Arco to miejsce już historyczne – i trzeba umieć to docenić.

Joan kocha swoje miasteczko mimo, że na mnie miejscowość robi upiorne wrażenie opuszczonego, zaniedbanego i wyludnionego. Za to ludzie – są rewelacyjni. Ciepli. Przyjacielscy.

- Po sezonie rzeczywiście trochę się wyludnia, ale mnie to nie przeszkadza. Lubię spokój. I to że wszyscy się tu znamy i wiemy o sąsiadach więcej niż o sobie samych.  Anonimowość wielkich miast – to nie dla mnie – dodaje i przeprasza nas na chwilę, bo w łóżeczku koło kasy marudzi jej jednoroczny syn.
...
Jesteśmy wreszcie na miejscu. Teren Craters of The Moon. Stożki żużlowe i odpryskowe, rynny, niecki i pęknięcia oraz skały wulkaniczne. Lawa, lawa, lawa. Wymiociny diabła. Piekielna czerń. Itd. Po pierwsze Visitor Center im. Roberta Limberta - Gośka pędzi do kina obejrzeć film poglądowy i naładować baterie do aparatu, a ja - do sklepu.  I oczywiście daję się naciągnąć na kolczyki w kształcie wulkanów. Po co mi kolczyki, których i tak nie założę?

Film poglądowy podobno był baaardzo ciekawy i teraz możemy już ruszać na podbój tego miejsca. Mapa konieczna - teren rozległy.  

A jednak warto. Łazimy jak w amoku brzegiem wygasłych wulkanów, zaglądamy w głąb, chodzimy po lawie, dotykamy jej i obserwujemy z bliska czarną powierzchnię wyglądającą jak ciasto drożdżowe, popękane gdzieniegdzie. Wiele tu rozpadlin, jamek, szczelin i dołków. Górek, wzniesień, zatoczek.Wszystko z lawy. I wszystko jest czarne, lub prawie czarne. Zastygła lawa jest ostra, nieprzyjemna i oczywiście natychmiast, próbując przyjąć piękną pozycję do zdjęcia, kaleczę się w paluch. Dobrze, że nie poddaję się pokusie nielegalnej próby poskakania po powierzchni – podobno łatwo zapaść się pod nią. Z moim szczęściem...
...
6Pierwszy punkt na samochodowej trasie to North Crater Flow czyli lawa we wszelkich możliwych postaciach, całe połacie zastygłej substancji , a także skałki i monolity. Spacerek krótki, ale wrażenie murowane. Kolejny punkt - Devils Orchard - to miejsce gdzie na lawie coś wyrosło. Przedziwna łąka gdzie czarne, żwirowe podłoże porastają niziutkie, białe kwiatki , pomiędzy którymi czasem w górę wystrzeli uschnięty pień drzewa. Niekiedy nawet krzew. Trochę trawy. Życie górą! Pomimo, iż kratery zdają się władać niepodzielnie opanowaną przez siebie krainą, zalewając to, co żyje lawą, trując popiołem i  niszcząc wysoką temperaturą - natura nie poddaje się łatwo. Dwa tysiące lat spokoju zrobiły swoje i na nieprzyjaznych ziemiach powolutku zaczyna się panoszyć trochę zielonego. Znawcy flory i fauny przy odrobinie cierpliwości i tu coś znajdą. Każdego zainteresują tzw. żwirowe ogrody czyli nieliczne z rosnących tu kwiatów kwitnące wprost na żwirze. Co robi dość upiorne wrażenie. Oczywiście wcisnęły się już trawy, nieliczne krzewy oraz sosna karłowata jako ta najmniej wymagająca. A tam gdzie są choćby najmarniejsze rośliny, tam są i zwierzęta. Sporo tu ziemnych, rudych wiewiórek, lisów, skunksów, nietoperzy, a nawet rysi amerykańskich. Są jaszczurki i węże. Nad lawą latają orły... Nie boją się tego rejonu osy i komary. Świat roślinny i zwierzęcy nieśmiało jeszcze i z widocznym trudem, ale skutecznie stara się odczarować martwotę i jednostajność terenu. 

Wreszcie mamy Inferno Cone Viewpoint – to tu można wdrapać się na szczyt dość sporego żwirowego stożka i popatrzeć wokoło. A wokół czarno i posępnie. Natomiast do wulkanów dojść można i nawet przejść ich brzegiem w punkcie piątym wycieczki zwanym Big Craters. Miłośnicy pieszych spacerów tu się wyszaleją , bo szlak jest długi i świetnie zagospodarowany. Kolejna atrakcja to  Trails to Tree Molds – wygląda jak zaorane pole, którego podłożem nie jest ziemia lecz (dla odmiany) lawa.Wprawdzie ścieżki są tu ściśle wyznaczone, ale i tak ma się wrażenie wchłonięcia przez tą czarną masę. I wreszcie punkt siódmy – Caves Area – jaskinie, tunele – wnętrze lawy ziejące licznymi otworami.
...
  Jim pracuje tu od kilku lat i uwielbia to miejsce. Mieszka w Idaho Falls, ale w sezonie śpi na miejscu, czasem w Arco u swoich przyjaciół. Jego pasją są wulkany i ...ludzie.

- Archeologia i psychologia. Nazwę "wulkan" wprowadził do słownika geograf Bernhardus Valerius. Zaczerpnął ją z mitologii rzymskiej od boga Wulkana, symbolu żywiołu i siły destrukcyjnej – mówi Jim z miną znawcy.

A ponieważ ma do nas słabość (?) opowie nam o tym miejscu rzeczy, których normalny przewodnik nie przedstawia...
...
7Jednym z najciekawszych miejsc w Caves Area  jest Tunel Indiański i odkryta w 1927 roku Jaskinia Sakutów. Tunel jest tym, co zostało z płynącej korytem rozżarzonej lawy, która w części górnej zastygła tworząc strop. Gdy okres aktywności wulkanów się skończył, a płynąca lawa osiadła - powstał pusty tunel o kilkumetrowej średnicy. Nazwę – Indiański -  zawdzięcza wierzeniom białych, że ciekawe malunki na ścianach są dziełem mieszkających tu od zarania dziejów Szoszonów. Zwiedzanie tego miejsca jest przyjemne, tunel nie jest głęboki i możliwy do eksploracji w skutek wielu otworów w „suficie”, które zapewniają dzienne światło wewnątrz. Oświetlone ściany pokryte „rysunkami” oraz stosunkowo przestrzenne wnętrze sprawia malownicze wrażenie. Natomiast Jaskinia Skautów jest wyzwaniem nie ze względu na swoją wielkość, ale wnętrze które nie dość, że ciemne to jeszcze pełne wody, oblodzonych ścian i  niskich stropów. Prawdziwe wyzwanie dla łowców przygód.
...
Mieszkańcy Idaho są inni. Owszem doceniają już podobno znaczenie turystyki, ale przez tak długie lata byli jej przeciwni, że jakiś ślad tej niechęci pozostał. Może nawet nie niechęci tylko po prostu nie - nadskakiwania, nie - zabiegania i nie - proszenia się. Dlatego niełatwo tu o ośrodki typowo turystyczne i przyjeżdżający „na żywioł” zwiedzający będzie musiał nieźle się nagimnastykować by zapewnić sobie komfort noclegów czy wyżywienia. Zwłaszcza poza sezonem.

 Idaho jest rozległe, wyludnione i pierwotne. W tym jego siła. Natura. Nieskażona. Nieuprawiana zanadto. „Jeśli chcesz korzystaj z niej turysto – mówią tubylcy – mamy 81 łańcuchów górskich, pierwotne puszcze i lawę, Snake i Salmon River – rzeki potężne i groźne. Jeśli chcesz korzystaj. Ale jeżeli masz  ambicję bycia podróżnikiem – bądź nim naprawdę. I naucz się dawać sobie radę wśród tej głuszy. My cię nie będziemy okradać z przyjemności”

Koszt samodzielności  jest wysoki, ale się opłaca. Tylko tu można godzinami jechać samochodem wśród pastwisk i pól i nie natknąć się na ślad żadnej miejscowości. To tu organizuje się najwspanialsze spływy. W Idaho możliwe są górskie, piesze wędrówki, w czasie których łatwiej o spotkanie dzikiego zwierza niż człowieka.Clint Estwood doskonale bowiem wiedział co robi wybierając Idaho na scenerię  „Niesamowitego Jeźdźca” .
...
 Nie ma jej i nie ma. Czekam spokojnie, ale już zaczynam pod nosem swoje mruczanki gdy wychodzi.

- Tu nie ma żadnej informacji turystycznej ani nic takiego.
- No to gdzie się można ...
- Nie wiem. Nie bardzo tu jest jakikolwiek wybór

Juliaetta ma nie tylko romantyczną nazwę i romantyczne położenie, ale także rozkosznie wyludnione wnętrze. Kilka drewnianych, pomalowanych starannie chatek, plus jeden solidny zamek. Wymurowany jeszcze w 1906 roku przez Szkota przyjeżdżającego tu na wakacje. Trzy kościoły – każdy innej wiary. Boisko. Bar. Senność miejsca podkreśla spokojny tryb życia mieszkańców. A kto by się tu spieszył? Gdzie ? I po co?

Idziemy do baru. Jak wiadomo centrum informacji gdy go nie ma, jest w barze.

W barze Bob. O tej porze serwuje śniadania, kawę i trochę lokalnej muzyki. Po naszej stronie na wysokim stołku siedzi jego żona i karmi ogromną piersią ogromne niemowlę.

Decydujemy się na śniadanie i dysputę z karmiącą. Po godzinie wiemy wszystko.

- Możecie iść jednym z tych szlaków – mówi Bob, mile połechtany zachwytami nad jego potomkiem -  ale odpowiedzialność własna, a tereny niełatwe. Jak coś się stanie – znajdą was po zejściu zimowego śniegu.

Nie wiem dlaczego wydaje im się to takie śmieszne.

Uspokoiwszy się, Bob mówi, że rozwiązanie jest. Zostawiamy w barze dokładne informacje gdzie idziemy, kiedy wychodzimy i co po drodze zamierzamy

- A kiedy wracamy też?- pytam mrugając gęsto.
- Kiedy wracacie to ja wam powiem. Znam te okolice na pewno lepiej niż wy...

I już umowa zawarta. Jeśli nie wrócimy na czas, Bob idzie do Mike (miejscowy...porządkowy) , Mike zbiera ekipę (akurat trzech z nich siedzi i wcina śniadanko, poznajcie się, o miło będzie was szukać) i ruszają nas wydrzeć z paszczy Natury.

- Strzeżcie się dwóch rzeczy – rzuca na koniec Bob – tutejszej zwierzyny dzikiej i zlekceważenia terminu powrotu. Jeśli zebrani przez Mike’a ludzie pójdą wam z pomocą, a okaże się że niepotrzebnie, bo to przez wasze niedbalstwo...lepiej by was tam jednak zeżarł niedźwiedź.

No i niech mi ktoś powie, że tutejsi nie są uroczy.

26

AGH
Akademia Górniczo-Hutnicza
im. Stanisława Staszica
Wydział Geologii, Geofizyki
i Ochrony Środowiska
Katedra Geologii Ogólnej i Geoturystyki
al. Mickiewicza 30,
30-059 Kraków
link: journals.agh.edu.pl/geotour