Geoturystyka

Relacje z podróży - Ameryka północna

Otwórz oczy...Jeździec znikąd - WYOMING

÷USA, Wyoming

Wyoming będzie nęcące dla samotników spragnionych przestrzeni. Jest ogromne. Powierzchnia ( 253 554 km kw) to jak dwie trzecie Polski. Równocześnie jest najmniej w USA zaludnionym stanem.W całym Wyoming mieszka tyle osób ile w samym Gdańsku ( ok. 460 tys.ludzi). Bo tutaj nie odkryto jak w innych stanach ani srebra ani złota ani niczego, co przyciągnęłoby kiedykolwiek większą ilość amatorów szybkiego zysku. Można więc wybudować swój dom tak by „z okna nie widzieć dymu z komina sąsiada”. Jest się gdzie zgubić. Jest gdzie zabłądzić. Równocześnie Wyoming jest idealne dla wielbicieli Dzikiego Zachodu obdarzonych bujną wyobraźnią. Kraina westernu i kowboi. Klasyczne filmy jak „W samo południe” czy „Siedmiu wspaniałych” czy „Jeździec znikąd” nie powstałyby gdyby nie tutejsza sceneria. Nie bez powodu w szeregu symboli Wyoming jest bizon, rodeo i kowboj na wierzgającym koniu.

Połowę terytorium zajmują pastwiska  ozdobione pasącym się bydłem. Nie tak łatwo natknąć się tu na miejscowość, ale w każdej z nich bez pudła trafimy do sali tańca z muzyką country. Nie tak łatwo natknąć się na samochód na drodze, ale nie raz zablokuje ją jakieś bydlęce stado. Z pewnością stan ten spodoba się też kobietom. Nazywany „stanem równych praw” jako pierwszy w USA przyznał kobietom prawa wyborcze (1869), to tu pierwsza kobieta została sędzią pokoju ( 1870 – Esther Moris) i gubernatorem stanu (1925- Nellie Ross).
Pełnoprawnym stanem Wyoming zostało w 1890 roku po długiej drodze mającej początek gdzieś w 1803 roku, gdy USA odkupiły te ziemie od francuskiej Luizjany. Nie jest to  gospodarczy gigant. Dominuje tu hodowla bydła, eksploatacja ropy naftowej i gazu ziemnego. Jeśli coś tu się uprawia (pszenica, jęczmień, buraki cukrowe, ziemniaki i rośliny pastewne) to na ziemi sztucznie nawadnianej, wydartej Naturze z trudem i po walkach. Za to ukształtowanie terenu sprzyja turystyce.
...
1 Gejzer jest zjawiskiem niewątpliwie fascynującym. Jest wodą wyrzucaną pod ciśnieniem na powierzchnię ziemi. Czasem jego wynikiem bywa gorące źródło, którego charakterystyczne parowanie i kolorowe otoczenie upiększa widok. Gejzer jest konsekwencją różnicy temperatur i ciśnień. Tam gdzie rządzą wulkany trwa ciągły ruch. Skała wulkaniczna topi się w bardzo wysokiej temperaturze, pod powierzchnią ziemi znajduje się gorąca magma, a skutkiem tego jest podgrzewanie wody spływającej tu z zewnątrz. Ale zagotować się jej trudno gdyż znajdująca się nad nią masa chłodniejszej cieczy zbyt obniża ciśnienie. Ratunkiem jest wypchnięcie tej blokady na powierzchnię ziemi, co powoduje gwałtowny wzrost ciśnienia wody i ...wybuch. Gejzery są kapryśne - wybuchają cyklicznie lub nie, wysoko lub nisko długo lub niezwykle krótko. Nie tak łatwo je też obejrzeć gdyż występują jedynie w Islandii, Nowej Zelandii i w USA - w stanie Wyoming.
...
- Będziemy sobie spać pod gołym niebem – podśpiewuję pod nosem ciesząc się jak dziecko i udając, że nie widzę zdegustowanej miny Gośki.
- Czy tu są niedźwiedzie?- ona na to rzeczowo
- Cy tu som nedzwiedze? – przedrzeźniam ją ze złością – co cię obchodzi? Naturą się ciesz. Perspektywą nocy w namiocie w krainie misia Yogi.
- O widzisz ...znaczy są niedźwiedzie. My się będziemy wpatrywać w gwiazdy, a tymczasem misiek nam dupy obeżre...

...
Park Yellowstone jest pierwszym i najstarszym parkiem narodowym na świecie, który w 1978 roku został wpisany na listę światowego dziedzictwa kultury i przyrody UNESCO. Wulkaniczny płaskowyż na którym leży park kryje na głębokości 8 km. komorę magmową o wymiarach 70 na 30 km będącą  pozostałością po wybuchach super wulkanu ( pierwszy 2 mln lat ostatni 640 tys.lat temu). Tak naprawdę park znajduje się na pograniczu trzech stanów, ale w Wyoming jest to co najważniejsze.Tu jest go najwięcej.

2Tereny początkowo zamieszkiwane przez Shoshonów i Indian Bannock, przez białych odkryte zostały dzięki handlującemu futrami traperowi (John Colter) w latach 1804- 06. Zainteresowanie wzrosło znacznie po odkryciu tu  złota w 1863 roku. Potem cztery ekipy badawcze eksplorowały te ziemie od 1869 roku, by trzy lata później doprowadzić do uznania ich Parkiem Narodowym. Park stanowi największe i najbardziej aktywne pole gejzerów w liczbie niemal 400 - czyli tyle, ile razem w pozostałych częściach kuli ziemskiej. Wraz z parującymi, gorącymi źródłami otoczonymi kolorową ziemią, fumarolami, wulkanami błotnymi i tarasami wapiennymi gejzery te tworzą tutaj malowniczy, egzotyczny i arcyciekawy widok, którego oglądanie ułatwiają rozliczne ścieżki, mostki, dróżki i miejsca widokowe całą siecią okrywające park. Atrakcją szczególną jest Old Faithful (Stary Wieczny) Geyser. Jako jeden z nielicznych został rozszyfrowany w kwestii częstotliwości erupcyjnej (plus - minus co godzinę), co daje możliwość obejrzenia sobie z bliska, obfotografowania i sfilmowania wybuchu. O kolejnych godzinach aktywności informuje specjalnie do tego celu skonstruowany zegar, więc z przygotowaniem się nie ma problemu. A na oczekujących czeka wybudowana w pobliżu restauracja, kawiarnia, sklepik i sala z kominkiem. Old Faithful Geyser  tryska na 30- 55 metrów, spektakl trwa od półtorej minuty do pięciu, a ilość wypchniętego jednorazowo wrzątku sięga 30 tys.litrów.
...
Pomysł nocowania na  terenie parku przyszedł nam na widok ogromnego stada bizonów, pasącego się na tle zachodzącego słońca gdzieś na horyzoncie. I słońce i bizony były gdzieś na horyzoncie. Wyobraźnia rozhulała się na dobre i historie typu -  my przy ognisku, wokoło głusza, wycie wilków, sapanie niedźwiedzi, a nad nami srebrny księżyc wielki jak koło młyńskie – zawładnęły nami bez reszty. Zostajemy.
...
3 Na terenie parku występuje bizon, antylopa widłoroga, owca kanadyjska, jeleń wapiti, łoś, kojot, niedźwiedzie baribale i grizli, a z ptaków bielik amerykański. Także ostatnio wilk, którego cyklicznie najpierw się wybija do nogi jako zwierze groźne, by następnie przywracać go życiu jako gatunek zagrożony. Mamy szczęście zwiedzać Yellowstone w momencie przywracania wilka do życia. Niemniej absolutnie niezaprzeczalnie i widocznie teren należy do bizonów. Jest ich tu około 4,5 tysiąca i jest to ostatnie swobodne stado na terenie USA. Najlepszy czas na obejrzenie z bliska zwierząt to późne popołudnie, które skłania całe stada do wycieczek nad wodę. A trasy często biegną wzdłuż, w poprzek lub pokrywają się z ulicami dla zmotoryzowanych turystów. Bizony niestarszone nie zwracają specjalnie uwagi na ludzi polegując, pasąc się lub wolno krocząc w sobie tylko znanym kierunku. Rozanielony kierowca odniesie wrażenie, że znajduje się w zoo...nic bardziej mylnego. Spokojne, nieruchawe, bezmyślnie patrzące w trawę zwierzę  w razie potrzeby stają się inteligentne, szybkie, silne i bezlitosne.  Rzecz dotyczy także tłumnie tu odpoczywających jeleni oraz dam ich serc. Na co nieustannie zwraca uwagę obsługa parku.
...
Formalności załatwiane ze strażnikami przekonują mnie o jednym – słynna amerykańska podległość klientowi kończy się w bramie parku. Strażnicy turystów traktują uprzejmie...i to wszystko. Nie ułatwiają, nie załatwiają, nie poklepują po plecach i nie mówią „zobaczymy co się da zrobić”. Zwykle twierdzą  „przykro mi - nic się nie da zrobić”. Dla nich najważniejsze jest, by park uchronić przed turystami, a turystów przed parkiem. Gdyby nie Helena, moje rozczarowanie ludźmi Natury sięgnęłoby zenitu. Ale była Helena. Helen. Czarnoskóra Amerykanka ogromnej tuszy, pełna tubalnego śmiechu. Jej wiedza na temat Yellowstone przerosła moje wyobrażenie o tym, co jedna głowa może pomieścić.

- Musisz zrozumieć jedno – tłumaczy mi, gdy już nasza znajomość sięga etapu tłumaczeń – park istnieje po to, by zwierzętom i roślinności zapewnić jak najlepsze warunki. A ludzie odwiedzający te tereny zachowują się jakby to był sklep, czy zoo skonstruowane specjalnie dla ich przyjemności...

Pewnie ma rację, pracuje już tu ponad 15 lat. Widziała niejedno.

- Może u was w tej Polsce jest inaczej. Do nas przyjeżdżają mieszkańcy ogromnych aglomeracji, którzy nie mają pojęcia, że np. po lesie nie jeździ śmieciarka i nie będzie za nich sprzątać. Że niedźwiedź zje cukierka, ale może razem z ręką. Że bizon to tylko wygląda jak pluszowy.

Być może to wyjaśnia fakt, że zanim dostałyśmy pozwolenie na nocleg, trzeba było godzinnych formalności, wypełniania papierków, ustalania dokładnie trasy i miejsca postoju (w jednym miejscu może przebywać najwyżej trzy osoby), oglądania filmu instruktażowego (w którym pokazywano jak myć menażkę w rzece, i jak zbierać po sobie resztki obozowiska) rozmów, w czasie których dokładnie objaśniano nam czego nie wolno robić itp.itd.   

- Jeśli turysta zaprószy ogień czy zatruje wodę ucierpi park, a koszty jego ratowania będą ogromne. Jeśli turysta zostanie zaatakowany przez niedźwiedzia czy bizona  – ucierpi też park, bo zwykle takie zwierzę nadaje się już tylko do odstrzału. A człowiek  stara się zaskarżyć obsługę parku i wszystkich naokoło przekonać, że to nie jego głupota doprowadziła do wypadku.

Faktem jest, że mój zapał „po prostu” zanocowania w parku został szybko ostudzony przez Helen (nomen omen), której pierwsze zdanie to:

- Dziewczyno! Po prostu? Po prostu gdzie? Zaraz za tym budynkiem zaczyna się prawie 900 000 km² lasu. Wejdziesz tam i gdzie pójdziesz? Kogo tam zapytasz o drogę? Kto cię potem będzie szukał? Ja? Pewnie, że ja. To już lepiej pojadę z wami.

I to był naprawdę świetny pomysł
...
4Przez park Yellowstone przepływa rzeka o identycznej nazwie, na której utworzone są dwa wodospady – 33 metrowy Upper Falls oraz 92 metrowy Lower Falls. Ogromną atrakcją jest też Wielki Kanion, którego wysokie, żółte ściany potwierdzają słuszność nazwy i rzeki i parku. W ogóle park jest ogromny i wart dokładnej penetracji. I chociaż samodzielne zwiedzanie jest ograniczone wytyczonymi trasami, z których zbaczać nie wolno i tak terenu do objazdu, obejścia, obejrzenia i dotknięcia wystarczy na calutki dzień. Co najmniej ...
...
Siedząc już wieczorem przy ognisku Helen przyznaje, że zbyt duża dbałość o park nie przysłużyła mu się.

Przez pierwsze sto lat od momentu założenia (1872) gaszono wszelkie pożary. A pożar - ten samoistnie wybuchający - jest  dla lasu naturalnym czyścicielem staroci, spróchlizny, tego, co już nie żyje, ale jeszcze nie odeszło. Do 1988 roku Yellowstone stał się rupieciarnią, w której nie było miejsca dla młodzieży. I wtedy wybuchł pożar, którego nie dało się ugasić. Wymiótł starocie, zrobił miejsce życiu. Chociaż i straty były spore. Jeszcze teraz widoczne. Od tamtej pory mamy starannie określone rodzaje pożarów do gaszenia i te którym należy pozwolić robić swoje.

Natura to przemyślne i delikatne stworzenie – działalność człowieka tylko ją dręczy. Człowiek właściwie nie powinien się wtrącać.

...
Jeśli już się jest w Wyoming trzeba zajrzeć do Cheyenne.  Nie tylko dlatego, że to stolica, ale dlatego, że jest to miasto jedyne w swoim rodzaju.  Po pierwsze podczas gdy większa część Wyoming to pastwiska, naokoło Chayenne mamy żyzną prerię. Po drugie jeśli Wyoming jest westernową krainą – Chayenne jest tej krainy kwintesencją. To tu jest organizowane największe na świecie rodeo. A co ważniejsze corocznie odbywają się tu Dni Pogranicza. W tym czasie ściągają tutaj najsłynniejsze gwiazdy muzyki country oraz wielbiciele tej właśnie kultury. Wyścigi wozów pionierskich, pokazy lotnicze, parady, kiermasze oraz naleśniki na śniadanie (darmowe)  – dziewięć dni świętowania. Ale nawet jeśli nie trafi się na czas tego święta – nikt stąd nie wyjedzie znudzony. Cheyenne oferuje mnóstwo atrakcji.  Oczywiście są parki i muzea, kina, teatry, sklepy i golf, restauracje i...ale nie po to tu się przyjeżdża. Przybywa się tu by poczuć Dziki Zachód. I dla miłośników tego rodzaju rozrywek stolica ma wiele. Np. preriowa przejażdżka zakończona wieczorną imprezą. Najpierw jak prawdziwi kowboje jedziemy prerią. I to nie „płaską jak stół”. Są zarośla, rzeki, trochę drzew, trochę wzgórz...można spokojnie , można galopem. Można poszaleć. A wieczorem brudni, zakurzeni, spoceni ranczerzy zjeżdżają do knajpy z kapelą, grillem, tańcem i śpiewem. I tak prawie do rana.

Amatorzy „prawdziwego życia” trafią z pewnością na rancho bizonów. (kilka mil od miasta) i spędzą tu wiele godzin na poznawaniu z bliska historii, życia i zwyczajów tych zwierząt, a także przekonają się jak...smakują. Natomiast wieczorem można skoczyć na jedną z cotygodniowych imprez organizowanych po drugiej stronie Cheyenne. Nie trzeba się przebierać po bizonach, gdyż na pewno nie będą tu oszczędzać stroju przybysza: w planie ujeżdżanie koni, wyścigi konne z przeszkodami, przeciąganie liny, łowienie cieląt itp. Tego typu imprez jest tu bez liku i jeśli ktoś chce wytarzać się w błocie – ma to jak w banku.

Dla tych, którzy wprawdzie chcieliby wczuć się w atmosferę, ale niekoniecznie kosztem wizerunku jest „Old fasioned melodrama” czyli Teatr Atlas. Stylowy, wybudowany jeszcze w 1887 roku, zaprasza do swojego wnętrza, gdzie można obejrzeć przedstawienia jak za dawnych czasów. Wskazują na to i tematyka i stroje aktorów i wystrój wnętrza. Tak proszę państwa na Dzikim Zachodzie też bywało kulturalnie...

...
- Kiiiill hiiiiim!!!!!!!!! - Gośka drze się jakby ją obdzierali, siedząca obok Murzynka, wielka jak piec, zaczyna śmiać się w głos, mimo, że chwila dramatyczna, a ja chowam głowę między kolana...może mnie nikt nie zauważy albo nie domyśli się, że jesteśmy razem. Na nic jednak zdaje się mój kamuflaż, bo w następnej chwili Gośka rzuca mi się na plecy

- Chodź, szybko idziemy mu pomóc – i już nie mam wyboru, bo przecież bliźnim należy pomagać.
- No przecież sama mówiłaś, żeby go zabił – dyszę pędząc za nią – no to zabił
- No właśnie i teraz ma wyrzuty sumienia...

Gośka wzbijając tumany kurzu pada na kolana przy leżącym na wznak mężczyźnie i właściwie to chciałaby go jakoś ocucić. A ja wyszarpuję mu z ręki rewolwer i usiłuję ich chronić przed dziką gromadą wyjącą wokół. Najbardziej chyba zaskoczone są konie, konsternacja ludzi trwa tylko przez chwilę. Po czym szaleją dalej. Leżący kowboj chętnie przystaje na pomoc Gośki i sugeruje usta- usta, a ci którzy właśnie przed chwilą go dobili strzelają teraz do mnie. No to padam. Co mi innego pozostaje? Gośka wyrywa się całuśnikowi w ostatniej chwili i zaczyna teraz rwać włosy z głowy nade mną. Że niby z rozpaczy. Murzynka wielka jak piec wyje ze śmiechu, bo tylko ona jedna zdaje się wie, że to improwizorka. Inni chyba myślą, że tak miało być... wreszcie koniec. Oglądacze rozchodzą się powoli a my zostajemy na placu boju.

Czy są zaskoczeni? Skąd. Tu co jakiś czas któryś z oglądających pokaz włącza się w zabawę. I super. Z Polski? Nie, z Polski to jeszcze nie było nikogo... Teraz chętnie zrobią sobie  z nami zdjęcie, a mnie dają na pamiątkę łuskę. To z tego naboju, który mnie zabił. Całuśnik niechętnie rozstaje się z Gośką, ale murzynka musi z nami się napić piwa. Koniecznie. Bo takiego wariactwa to ona dawno nie widziała.

Mnie to mówi!    
 ...
- Tak naprawdę nie musisz mieć nic tylko rejestrację – odpowiada na pytanie John – ale moja rada jest taka: jeśli nie jesteś bardzo dobra technicznie – bierz przewodnika.

Przewodnika czyli jego. Za niewielką opłatą.

Wspinaczka na Devils Tower to jest coś. Nie tylko dlatego, że Diabelska Wieża jest atrakcją sama w sobie. Nie tylko dlatego, że nie ma tu innej drogi na szczyt jak ta właśnie, którą pokonuje się przy pomocy liny. Nęci również sama budowa dróg wspinaczkowych (głównie większe i mniejsze szczeliny) która wymaga odpowiedniej techniki wspinania.

O.k. John jedzie z nami.

Podjeżdżamy pod wieżę – ja nieco podekscytowana perspektywą , a Gośka pod wrażeniem samej góry. Jest na co popatrzeć. Zwłaszcza na tym kompletnie płaskim terenie.

Idziemy za Johnem jednym ze szlaków i pierwsza rzecz na jaką natykamy się to tablica:

„Please do not disturb prayer bundles and prayer clothes”. Trochę mnie to niepokoi, ale nasz przewodnik uspakajająco macha ręką. Więc kontynuujemy podejście. Nagle są: stoją i ... się kiwają. Mruczą.

- Co jest grane?- Gośka trochę nieswojo się czuje, ja zresztą też, pod nagłym obstrzałem wrogich oczu – John?

- A modlą się – mówi na to nasz białas – nie zwracajcie na nich uwagi, nic wam nie mogą zrobić. Wolno nam się wspinać kiedy chcemy.

Nawet w sumie nic mu nie odpowiadamy. Tylko wracamy z powrotem do samochodu. John się wścieka i leci za nami wymachując kończynami. Nie odda nam forsy. Nie rozumie o co chodzi. Co za jakieś przesądy?

Nawet w sumie nic mu nie odpowiadamy.

I jedziemy sobie dalej.
...
  Intruzja to słowo pochodzące z łaciny. Intrusus to wypchnięty. Tu dotyczy to magmy, która wciska się w wyższe partie ziemi. Wypycha się ku górze, ale nie do końca. Potem zastyga. I w ten sposób powstaje w ziemi skała – pojedyncza, stożkowata i dziwaczna.

5 W Wyoming też dawno temu magma wcisnęła się między leżące ponad nią warstwy skał osadowych. Potem zastygła w postaci czegoś na kształt słupa. Czy pnia. Następne lata zniszczyły mniej odporne skały osadowe, a słup pozostał nietknięty. Tak (w uproszczeniu) powstała Diabelska Wieża – ponad 360 metrowa, stojąca samotnie i działająca na wyobraźnię od stuleci.

Najpierw oczywiście działała na wyobraźnię Indian. Według legendy Siouxów góra powstała dzięki litości Wielkiego Ducha, który postanowił uchronić trzy Indianki przed śmiercią. Gonił je bowiem niedźwiedź, a one schroniły się na niewielkim głazie. Misiek byłby łatwo zgarnął dziewczęta z kamienia, ale bóg sprawił, że głaz zaczął rosnąć. I tak rósł i rósł aż wierzchołek stał się dla zwierzaka nie do zdobycia. Choć ten próbował. I rzeczywiście – jak się bliżej przyjrzeć wieży widać jak góra jest poorana niedźwiedzimi pazurami. Devils Tower do dziś jest miejscem dla Indian świętym. Pełnym energii i mocy, z której można czerpać.  

Nie tylko jednak Indianie docenili urok miejsca. Już w 1892 roku usiłowano tu utworzyć park narodowy ze względu na geologię. Ale opór wycinających w okolicy lasy przemysłowców był zbyt duży. Wtedy. W 1906 roku prezydent Roosevelt uznał, że Devils Tower ma wyjątkowe znaczenie dla geologicznej historii USA i nadał jej status National Monument. Był to pierwszy Pomnik Przyrody w Stanach Zjednoczonych.

Wieża pomimo swojego dziwacznego wyglądu i wartości dla naukowców oraz autochtonów nie byłaby tak sławną gdyby nie „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” i Steven Spilberg , który ją właśnie zrobił lądowiskiem kosmitów. Od tego czasu pielgrzymują tu turyści by zobaczyć to dziwo, a za nimi wspinacze by je zdobyć. Pionierzy na szczycie (biali pionierzy) to Willard Ripley i William Rogers. Byli tu w 1893, a dostali się dzięki konstrukcji z wbijanych w szczeliny drewnianych kołków i łączących je poprzecznych palików. Wspięli się ma szczyt jakby po drabinie.

Dziś rokrocznie zdobywa wierzchołek około sześciu tysięcy śmiałków (w Pomniku Narodowym nie wolno zostawiać żadnych trwałych elementów typu spity, co ułatwiałoby gramolenie się w górę. Niemniej jest tu 220 dróg wspinaczkowych), a odwiedza ją około pół miliona turystów. Wieża jednak nadal jest świętą dla Indian, którzy o ile nie mają nic przeciw odwiedzającym, są bardzo przeciwni bezczeszczącym miejsce wspinaczom. Ci z kolei nie bardzo chcą odstąpić od ciekawego obiektu. Kompromis uzyskano jak zwykle kosztem czerwonoskórych i alpiniści są proszeni o nieprzyjeżdżanie tu w czerwcu – okresie wzmożonych indiańskich celebracji. Podobno 85 procent białych stosuje się do tych zaleceń. Zawsze znajdą się jednak tacy, którzy tradycję mają w nosie.

26

AGH
Akademia Górniczo-Hutnicza
im. Stanisława Staszica
Wydział Geologii, Geofizyki
i Ochrony Środowiska
Katedra Geologii Ogólnej i Geoturystyki
al. Mickiewicza 30,
30-059 Kraków
link: journals.agh.edu.pl/geotour